Bogaty kolega z klasy na zjeździe

Robert był w drodze na zjazd kolegów z klasy. Nie widział ich od 30 lat. Nie miał czasu. Po szkole średniej od razu wyjechał na studia do innego miasta. Najpierw uniwersytet, potem praca.

Potem chciał więcej zarabiać i założył własną firmę. Były wzloty i upadki.

Czasami tęsknił za kolegami z klasy. W wolnych chwilach oglądał ich zdjęcia na mediach społecznościowych i pokazywał swoje.

Szczególnie chciał zobaczyć Sarę. Robert bardzo ją lubił w czasach liceum, ale Sara nie zwracała na niego uwagi. Nie pociągał jej ten nudny kujon. Kiedy ostatni raz przyszedł do niej z kwiatami, wskoczyła na tył motocykla Adama, nie patrząc nawet na bukiet, i odjechała, wzbijając kurz. Nigdy więcej się do niej nie zbliżył. Odjechał w siną dal. Chciał ją poprosić, żeby z nim pojechała. Chciał jej pomóc. Ale nie zrobił tego.

Robert nie miał bliskich przyjaciół w klasie, dużo czasu poświęcał na naukę. Przyjaźnił się tylko z kilkoma kolegami z klasy, którzy chodzili z nim na dodatkowe zajęcia z matematyki i razem uczyli się do egzaminu wstępnego.

Robert poszedł na spotkanie w doskonałym humorze, przygotował prezenty dla każdego kolegi z klasy. Dla każdego z nich, nie zapomniał o nikim.

Siedzieli w kawiarence. Śmiali się, wspominali szkołę. Robert patrzył zamyślony na kolegów z klasy, a przede wszystkim na Sarę. Po prostu studiował ją. A ona jakby od niego stroniła. Siedziała daleko i ciągle przeglądała coś na swoim telefonie. Po liceum Sara rzeczywiście wyszła za tego Adama. Tylko, że od dawna nie mieszkali razem,  jak dowiedział się Robert, samotnie wychowywała chore dziecko.

Robert postanowił z nią porozmawiać. Spotkał się jednak z agresją.

-Mieszkasz w swoim dworku i nie masz pojęcia o naszych problemach! Widziałam twój dom! Twoja żona nie pracuje, chodzi tylko do salonów kosmetycznych, to też widziałam. Musisz mieć dużo służby, mimo że nie pokazujesz ich na zdjęciach. Ty masz dzieci studiujące za granicą, a ja mam chorego syna. O czym mamy rozmawiać? Nie zrozumiałabyś.

-Saro, czy to ja jestem winien twoich kłopotów?

-W naszym kraju brakuje pieniędzy na chore dzieci, a tacy ludzie jak ty siedzą na tych pieniądzach i są chciwi!

Robert aż się gotował. Nie lubił, gdy poruszano ten temat. Miał coś do powiedzenia.

-Sara, ilu chorym dzieciom pomogłaś?

-Ja sama mam chore! I tak, ja też czasem wysyłam SMS-y z pomocą.

-A ja regularnie przekazuję duże sumy na cele charytatywne. Tylko nie krzyczę o tym. Więc które z nas jest bardziej pomocne?

-To proste dla ciebie, nie stajesz się biedniejszy przez przekazanie dodatkowych stu tysięcy.  Moja pomoc liczy się bardziej, bo to co wysyłam dosłownie odejmuję sobie od ust. Wiesz jak zdobywam pieniądze? Codziennie rano jeżdżę do pracy dwoma autobusami i dostaję grosze!

Ludzie  patrzyli na nich. Niektórzy wspierali Sarę… Reszta milczała.

Robert wyszedł. Na stoliku przy wyjściu zostawił prezenty dla kolegów z klasy i poprosił kelnera o podanie koperty dla Sary.

Szedł i myślał. Mieli dokładnie takie same szanse. Z wieloma w klasie mieli takie same zdolności. Tylko że on, Robert, wybrał naukę zamiast picia piwa na podwórku. Wybrał naukę zamiast palenia za rogiem. Wybrał naukę zamiast dyskoteki. Choć czasem chodził na dyskoteki. Wybrał uczelnię, którą był zainteresowany i do niej dążył, a nie do lokalnej szkoły zawodowej. Wybrał ryzyko i wyszedł ze swojej strefy komfortu, by otworzyć własny biznes.

Zmagał się i dochodził swoich racji. Nauczył się nowych rzeczy. Nie miał łatwo, miał też swoje upadki i straty. Czy to jego wina, że oni wybrali życie, jakie prowadzą teraz i teraz potępiają go za jego bogactwo. Za jego życie. To nie tak, że ukradł im pieniądze, sam je zarobił.

A ilu z was zna takich ludzi jak Sara i inni koledzy Roberta z klasy, którzy lubią liczyć cudze pieniądze. Owszem, niektórzy mieli szczęście urodzić się w zamożnej rodzinie i zdobyć dobre wykształcenie. Ale jest wiele przykładów, kiedy ludzie z biednych rodzin, dzieci niewykształconych rodziców, odnoszą sukces na własną rękę. Wszystko jest w naszych rękach i każdy wybiera za siebie.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *