To prawda, co mówią, im dłużej pary umawiają się na randki, tym gorzej wypadają ich małżeństwa…
Renia i Filip byli ze sobą od siedmiu lat, kiedy w końcu zdecydowali się na ślub. Przez te wszystkie lata nie mieszkali ze sobą nawet przez jeden dzień: odpowiadało im to, że każdy miał czas dla siebie i swoją przestrzeń. To właśnie przypadkowa ciąża zmusiła ich do zawarcia związku małżeńskiego.
Na początku wspólne mieszkanie było dla obojga ciekawe i ekscytujące. Najpierw remont małego mieszkania, babcia Reni wprowadziła się do rodziców, zwalniając przestrzeń życiową dla młodych, potem wspólne zakupy mebli i innych przedmiotów gospodarstwa domowego… Ale kiedy wszystko zostało już załatwione, młodzi stali się jakoś niezadowoleni z ciągłego spędzaniu czasu razem w czterech ścianach.
Filip zaczął prosić żonę o wyjście na piwo ze znajomymi, a Renia z radością puszczała męża, spędzając czas z przyjaciółkami. Takie życie stopniowo stawało się normą, było wygodne dla obojga. Tak jak przez poprzednie siedem lat, małżonkowie spotykali się w domu tylko bardzo późno i nie nudzili się nawzajem, jak się wydawało.
Zbliżał się czas porodu, a Filip z dnia na dzień stawał się coraz smutniejszy. Renia
nie zwracała na to uwagi: być może był problem w pracy i czekała, że może sam zechce jej o tym powiedzieć, dopóki nie zadzwoniła do niej jakaś wariatka i nie poinformowała, że Filip wyprowadza się do niej. I rzeczywiście, mężczyzna spakował się i wyprowadził, kiedy Renia była u lekarza na rutynowej wizycie.
Najbardziej frustrujące było to, że jej mąż nawet nie pofatygował się, żeby wytłumaczyć się ciężarnej żonie, tylko stchórzył. Nie pojawił się też na sprawie rozwodowej … Renia zadała sobie wiele trudu, by w chwili narodzin dziecka Filip nie nie był jej mężem, a w rubryce “ojciec” można było wpisać nn. Dziewczynie udało się szybko załatwić wszystko poprzez swoich znajomych.
Renia urodziła pięknego syna. Aleks był dużym, zdrowym chłopcem z uroczymi dołeczkami w policzkach. Na sam widok syna Renia doznawała pociechy i zapominała o krzywdzie, jaka została zadana przez niegdyś ukochaną i bliską osobę . Rodzice pomagali córce w wychowaniu syna. Renia nie chciała już myśleć o związkach z mężczyznami, rana w jej duszy, wydawało się, nie zamierzała się zagoić.
Aleks miał już trzy lata, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Renia czekała na matkę, która miała pilnować wnuka, więc nawet nie spojrzała przez wizjer i otworzyła drzwi. Na progu stał Filip. Trzymał w ręku ogromny bukiet różowych róż, które Renia zawsze uwielbiała, i duży samochód wyścigowy, pierwszy prezent, jaki syn otrzymał od niego.
Renia patrzyła w milczeniu na byłego męża, a on powiedział:
– Przepraszam…Zrobię wszystko, co zechcesz….
– Czy naprawdę myślisz, że teraz ci wybaczę? Minęło tyle lat…
Aleks wybiegł na korytarz. Zanim chłopak zdążył zainteresować się nowym samochodem, Renia
zatrzasnęła drzwi i powiedziała:
– Nie. I nie przychodź więcej. Tyle lat cię nie potrzebowaliśmy, przyzwyczailiśmy się do tego, że cię nie potrzebujemy …
Renia nie była już zraniona. Z biegiem lat uraza dawno się wypaliła, pozostała tylko litość dla Filipa, który nie miał szczęścia wychowywać własnego syna.