Nie rozumiem zachowania chłopaka z sąsiedztwa. Wchodzi do naszego domu jak do swojego.

Mój pięcioletni syn zaprzyjaźnił się z chłopcem, który mieszka obok. Ma on siedem lat. Teraz bawią się razem. A mój młodszy syn, który ma trzy lata, też chce się z nimi bawić. Ogólnie rzecz biorąc, bawią się dobrze, żadnych bójek, robią tylko wielki bałagan w zabawkach.

Tak więc to był weekend. Byliśmy w domu z mężem i dwiema córkami grając w grę planszową. Wchodzi mój syn i pyta, czy my, czyli moi dwaj chłopcy i chłopak z sąsiedztwa, możemy bawić się w domu. Na zewnątrz jest ładna pogoda, a my chcieliśmy pograć w ciszy. Powiedziałam więc “nie”. Potem usłyszałam, że to nie inicjatywa mojego syna, ale chłopiec namawiał go, żeby pobawili się w domu.

Mija pół godziny i przychodzą do nas. Powiedziałam: wyjdźcie na zewnątrz. Jakby co, to mamy tam mnóstwo zabawek, dużo więcej niż w domu”. A mój syn mówi: “Mamo, ja mu tylko pokażę nasz dom i tyle”. No dobrze, myślę, pokaż mu. Pokazał mu, a chłopiec nie chce wyjść. “Czy możemy się bawić w domu?” “Nie” – powiedziałem – “idźcie się pobawić na dworze, przecież jest ciepło”.

Następnego dnia do naszego domu przyszedł kurier i przyniósł paczki z ubraniami dla naszych córek. Wzięliśmy je i poszliśmy żeby je przymierzyć. Nagle, bez pukania, drzwi się otwierają i wchodzi chłopak. I śmiało idzie w kierunku łazienki. A pokój, w którym córki się przebrały nie ma drzwi, bo to salon. A zresztą, nie spodziewaliśmy się, że ktoś przyjdzie. Powiedziałam do niego: “Proszę wyjść. Dziewczyny się tu przebierają”. Odpowiedział: “Muszę”. Wszedł i szybko zamknął za sobą drzwi. Byłam, szczerze mówiąc, oszołomiona. Dom tego dzieciaka jest za płotem, pójście do swojej łazienki zajmuje mu mniej niż minutę. Nie, on musi iść do naszego domu. Wtedy zapytałam syna, dlaczego on wchodzi do domu bez pytania. A on odpowiedział: “pozwoliłem mu”. I to jest cała rozmowa.

Następnego dnia mój najmłodszy siedzi na nocniku. A starszy syn pobiegł bawić się z kolegą. Razem z tym chłopcem właśnie wyszedł z domu. Mija pięć minut, a on wchodzi do domu. Naturalnie, bez pukania. Po prostu wchodzi jak do własnego domu i mówi : “Idę do łazienki”. Ja mówię: “Jest zajęta”. On, widząc tam małego (drzwi były otwarte) mówi: “co?”. Odpowiedziałam: “mały tam jest “. Chłopiec spojrzał, zawahał się przez chwilę i poszedł z powrotem w kierunku drzwi.

Podeszłam, wypuściłem syna i zamknąłem za sobą drzwi. Rozległo się uporczywe pukanie do drzwi. “Otwórz, muszę się wysikać”. Myślałam, że chłopak poszedł do domu, ale nie. “Nie mogę”, mówię. On odpowiedział: “Dlaczego nie?”. Co za pytanie, co za dziecięca spontaniczność. Powiedziałem mu: “Muszę zrobić  to samo. Jeśli tak ci  pilno, to idź do swojego domu”.

Cisza, mija kilka minut, i znowu: ,,długo jeszcze, bardzo chcę”.

Mam w domu obce dziecko, które wyrzuca mnie z łazienki. Powiedziałam mu jeszcze raz: “To biegnij do swojego domu, mieszkasz blisko. Odpowiedział: “O, dobrze”. Pobiegł i dwie minuty później znowu bawił się na naszej posesji.

Zapytałam mojego pięciolatka: “Co byś zrobił, gdybyś musiał iść do łazienki na czyjejś posesji?”. Odpowiedział: “Pobiegłbym do domu, a potem wrócił do zabawy”. Przynajmniej to jest dobre. To mnie uspokoiło.

Chłopak wydaje się być miłym, a nie łobuzem. Ale jest jakiś dziwny, nie ma poczucia granic. A temat jest tak delikatny, że nie wiem, co zrobić. Nie wiem jak powiedzieć to wprost – nie wiem jak dobrać słowa, nie chcę zniszczyć przez to ich dziecięcej przyjaźni. Ale nie uważam też, że należy pozwolić im na naruszanie  granic.

A co Ty byś zrobiła w takiej sytuacji?

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *