Byłam najstarszym dzieckiem. W rodzinie było nas pięcioro. Ponieważ byłam najstarsza, to wszystkie obowiązki związane z młodszym rodzeństwem spadały na mnie. Moi rodzice pracowali. Ja jako dziecko chciałam mieć trochę wolnego czasu, mogłam jednak o tym tylko pomarzyć.
Nawet z przyjaciółmi nie dogadywałam się dobrze, nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić, wszyscy robili sobie żarty i wyzywali mnie.
Czasami nie wytrzymywałam i zaczynałam krzyczeć, że nie chcę i nie będę już siedzieć z rodzeństwem, że chcę wyjść, znaleźć przyjaciół itp. Wtedy za takie zachowanie dostawałam od ojca lanie.
A on zawsze był gotowy do bicia. Za każde przewinienie dostawałam klapsy. Zaraz po ukończeniu ósmej klasy zostałam wysłana na naukę zawodu kucharza. Oczywiście nie marzyłam o takim zawodzie. Jednak moi rodzice uważali, że dzięki takiemu zawodowi rodzina zawsze będzie miała co jeść.
Po ukończeniu szkoły od razu poszłam do pracy. Kiedy wróciłam do domu po pierwszej zmianie, znowu mnie zlali. Bo nie przyniosłam nic do domu z pracy, a oni wszyscy na to czekali. Ojciec jak zwykle na mnie nakrzyczał. Nazwali mnie prostaczką, która jest do niczego. A ja wróciłam do domu głodna po pracy. Oni chyba nie rozumieli, że nie mogę tak po prostu wziąć cudzych pieniędzy czy cudzego towaru.
Moją pierwszą pensję przeznaczyli już na swoje cele , mojemu rodzeństwu trzeba było kupić jeszcze kilka rzeczy i artykuły spożywcze. Ale jak tylko dostałam wypłatę, poszłam na dworzec i kupiłam bilet na pierwszy lepszy autobus. Nie miałam już siły tak żyć. Owszem, było to straszne, nie chciałam zostawać w domu rodziców.
Oczywiście było ciężko, ale było też łatwiej. Moje życie było tylko i wyłącznie moje. Nikt nim nie kierował, a ja mogłam robić co chciałam. Dużo pracowałam, jako sprzątaczka i pomywaczka, a potem dostałam pracę jako kucharka.
Od tego czasu moje życie było w porządku, nie było żadnych trudności z pieniędzmi, przyzwyczaiłam się do oszczędzania. Próbowałam oszczędzać, bardzo chciałam mieć własne mieszkanie. Mieszkałam ze starszą babcią, była to bardzo miła pani, zawsze się nade mną litowała i mnie karmiła. Za co jestem jej bardzo wdzięczna. Tak żyłam i byłam naprawdę szczęśliwa!
Trzy lata później poznałam mojego męża. Założyliśmy rodzinę, zamieszkałam u jego rodziców. Relacje z nimi były dobre. Najpierw urodziła nam się córka, a potem synek. Córka miała dobre dzieciństwo, nigdy nie kazałam jej siedzieć z młodszym bratem, tylko wtedy, gdy sama chciała.
I wtedy zaczęłam mieć sny, jak odwiedzam rodziców, a oni są zupełnie inni, nie tacy jak wcześniej. Tacy mili i kochający. Postanowiłam, że mimo wszystko muszę ich odwiedzić. Postanowiliśmy z mężem i dziećmi wybrać się do nich na weekend.
Kupiliśmy prezenty i wyruszyliśmy, aby ich zobaczyć. Tylko, że moje sny to tylko sny…..Od drzwi zaczęli na mnie krzyczeć i oskarżać o wszystkie grzechy.
Nawet nie spojrzeli na wnuki. Widać było, że chcą wylać na mnie jak najwięcej negatywnych, najwyraźniej nagromadzonych przez lata uczuć. Po wysłuchaniu kolejnej minuty oskarżeń powiedziałam mężowi, że wychodzimy! I tak, zabrałam torby z prezentami z powrotem. Nie wiem, jak to wygląda z zewnątrz, ale to był ostatni raz, nigdy nie postawię stopy w tym domu.