Jakieś pół roku temu wyszłam za mąż za Marka. Moja mama pomogła nam rozwiązać problem mieszkaniowy, udostępniając nam swoje jednopokojowe mieszkanie. Uprzedziła nas jednak, że możemy tam mieszkać osiem lat, bo mam młodszą siostrę i gdy ta osiągnie pełnoletność, mieszkanie zostanie sprzedane, a pieniądze podzielone po równo między nas.
Wszystkim odpowiadały te warunki. Wesele było piękne i odbyło się w restauracji. Za wesele zapłaciliśmy po połowie, ja miałam trochę oszczędności, a Marek dobrze zarabiał.
Dzień po uroczystości mój mąż poruszył kwestię budżetu rodzinnego.
Zaproponował opcję rozdzieloną. W swoich wyliczeniach stwierdził, że aby opłacić media, kupić jedzenie i chodzić do kina i kawiarni, potrzebujemy takiej a takiej kwoty, każde z nas powinno dokładać się po połowie, oraz, że oszczędzamy na mieszkanie co najmniej 20% swoich pensji. Resztę pieniędzy zatrzymujemy dla siebie, on dla siebie i ja dla siebie.
Dla mnie była to spora kwota, gdyż moja pensja nie jest tak duża jak Marka. Od razu powiedzialam mu, że ciężko będzie mi płacić tyle pieniędzy co miesiąc i generalnie małżonkowie powinni po prostu mieć wspólny budżet. Marek spokojnie odpowiedział, że oboje powinniśmy starać się o to samo dla naszej rodziny.
Więc jeśli teraz jest mi trudno płacić tyle pieniędzy, to powinnam znaleźć lepszą pracę. Mieszkamy w małym mieście i nie mamy tu zbyt wielu dobrze płatnych miejsc pracy. Mój mąż pracuje w firmie swojego krewnego.
Postanowiłam dodatkowo poszukać pracy na pół etatu. Tak żyliśmy, co miesiąc odkładaliśmy pieniądze, ja ciągle oszczędzałam na sobie, nie kupowałam nic, trzymałam pieniądze na święta, na zakup prezentów. Marek natomiast żył high life, kupował drogie ubrania i perfumy.
Pewnego dnia zaczęliśmy rozmawiać o wakacjach. Mąż zaproponował wyjazd za granicę, znowu musieliśmy płacić osobno. Nie miałam czasu na uzbieranie takiej kwoty, więc skończyło się na tym, że poleciał sam.
Byłam bardzo urażona, ale nic nie powiedziałam, związek był dla mnie ważniejszy. Kilka miesięcy później dowiedziałam się, że zakład, w której pracowała moja mama, został zamknięty. Znalezienie pracy w wieku 50 lat jest bardzo trudne, a ona ma dorastającą córkę. Przez cały czas moja mama sama ją utrzymywała, ale teraz kończyły się jej pieniądze.
Mama zadzwoniła do mnie i poprosiła o pomoc. Nie mogłam odmówić. W tym miesiącu po prostu nie byłam w stanie wygospodarować oszczędności na mieszkanie. Kiedy mój mąż się dowiedział, narzekał, że nie potrafię oszczędzać.
Ani oszczędzać nie umiesz ani jechać nad morze nie możesz. Jaką pomoc możesz dać swoim bliskim przy tak małej pensji? – powtarzał Marek.
Po tych słowach powiedziałam mężowi, że rozczarował mnie swoją postawą i egoizmem. A on spokojnie odpowiedział, że wyszłam za niego, nie dla jego pieniędzy i w ogóle każdy powinien liczyć tylko na siebie.
Marek jest przekonany, że za wszystko musimy płacić osobno. Ale ja mam zupełnie inne zdanie ; uważam, że członkowie rodziny powinni się wzajemnie wspierać. Nie ma mowy, żebyśmy doszli do kompromisu. Teraz nie wiem, czy chcę dalej z nim mieszkać.