Zawsze wychowywaliśmy naszych synów w przekonaniu, że największym szczęściem jest zdrowie i ludzie wokół nas. Bogactwo materialne można łatwo stracić, a ludzie , których się kocha zostaną. Jest o wiele ważniejsze budowanie więzi niż pieniądze. Ale ile znaczą te słowa dla dziesięciolatka, jeśli on nie ma najnowszego telefonu ani drogiego ubrania, a jego koledzy z klasy tak?
Po rozpoczęciu roku szkolnego, kiedy mój syn poszedł do czwartej klasy, miał wielu nowych kolegów z klasy. Mój syn był bardzo towarzyskim chłopcem i dzieci lubiły się z nim przyjaźnić, więc bardzo szybko zaczęliśmy dostawać zaproszenia, by przyprowadzić syna na urodziny, zabrać go na premierę nowej kreskówki, albo po prostu, żeby dzieci się ze sobą pobawiły.
My z mężem mogliśmy sobie pozwolić na prezent na urodziny, czy bilet do kina, ale rośnie nam kolejne dziecko, które niedługo rozpocznie naukę w szkole, a to wiąże się z wydaniem pieniędzy, na rzeczy, które kosztują niemało.
Nigdy nie jest mi żal wydawać na moje dzieci, po prostu czasem zdarza się, że jestem ograniczona gotówką i saldem na karcie. Mój mąż jest bardzo oszczędny, oszczędza na wakacje z rodziną, albo na zakup jakiegoś sprzętu AGD do domu, natomiast ja jestem w stanie dać ostatnie pieniądze, żeby pojechać z synem do kogoś w odwiedziny, jeśli tylko sprawiłoby to synowi przyjemność. A jednak potem on wraca do domu zdenerwowany, i pyta: “Mamo, tato, czy my jesteśmy biedni?
A jaka jest na to odpowiedź? Na pewno nie jesteśmy biedni, bo mamy własne mieszkanie, jest w dobrym stanie, kupujemy dzieciom nowe meble do pokoju, nową pralkę, bo stara się zepsuła, ale robimy to w oparciu o nasze możliwości.
Mój mąż roześmiał się na takie pytanie i zapytał:
– Czy nie dostałaś tego zestawu Lego, który chciałaś mieć na urodziny? Wszyscy koledzy w szkole ci zazdrościli.
– Owszem, zestaw był dobry, ale inni już dawno dostali większe zestawy, a ja tylko ten jeden…
Te słowa skłoniły mojego męża do odłożenia przyzwoitej kwoty z kolejnej wypłaty, aby zadowolić synów drogą zabawką. Oczywiście zrobił to dla najstarszego, ale przecież młodszy też może się tym bawić.
Syn z prezentu najpierw się ucieszył, a potem z jakiegoś powodu się zdenerwował.
– To niesprawiedliwe – odparł – mam już drugi zestaw Lego, a mały od Nowego Roku prosi o zestaw superbohaterów. Czy można to zamienić w sklepie? Poczekam z zestawem do następnych urodzin, to nie jest aż tak duży problem.
To było takie niesamowite i miłe usłyszeć to od mojego dziesięcioletniego syna. Dbał nie tylko o siebie, ale i o brata. To sprawiło, że byłam dumna. Nawet gdy mój syn zauważał u innych lepsze i bardziej wartościowe zabawki, widział drogie wyposażenie mieszkań innych ludzi, to i tak największą wartością była dla niego rodzina. Na tym właśnie polega bogactwo i szczęście – na rodzinie i wzajemnej trosce o siebie.