Ciężko było mi wychowywać córkę samemu, jedynie z pomocą siostry. Moje małżeństwo od początku nie było szczęśliwe, żona odeszła przy pierwszej okazji, zostawiając mnie z dzieckiem. Nie chciała zbyt często widywać córki, ale na święta wysyłała jej prezenty. Monice zawsze brakowało miłości matki, rozmowy z kobietą, a ja wciąż nie wiedziałem jak do niej podejść i poważnie porozmawiać, brakowało dobrego momentu.
– Tato, jestem w ciąży – powiedziała mi pewnego letniego popołudnia.
Miała jeszcze przed sobą egzaminy wstępne i, miałem nadzieję, pierwszy rok studiów.
– Żarty sobie robisz – powiedziałem – prawie przyprawiłaś starego o zawał…
– Nie żartuję, tato – oczy Moniki były wilgotne. – Zrobiłem kilka testów i wszystkie wykazały to samo. Byłam u lekarza, a on to potwierdził.
Moim pierwszym odruchem było, aby córka pozbyła się dziecka. Byłem gotowy zapłacić, ale Monika powiedziała, że za bardzo się boi i może nie mieć potem dzieci, więc urodzi to dziecko. Ojciec był o rok młodszy od mojej córki, a jego rodzice też byli sceptyczni.
Razem z jego rodzicami wymyśliliśmy plan, jak oszukać nasze dzieci. Ponieważ moja córka w momencie porodu była niepełnoletnia, mogłem osobiście podpisać papiery adopcyjne. Razem z matką chłopaka mojej córki skłamałyśmy, że dziecko urodziło się chore i nie przeżyło, podczas gdy w rzeczywistości trafiło do adopcji.
Tak jak myślałem, moja córka natychmiast zerwała z chłopakiem, wycofała się w głąb siebie i skupiła na nauce. Rok później dostała się na upragniony uniwersytet, teraz studiuje, ale nie pamięta o swoim dziecku. Kiedyś może powiem jej prawdę, żeby oczyścić sumienie, ale nie w najbliższych latach. Chcę mieć pewność, że skończy studia i ustatkuje się w życiu, pozna dobrego mężczyznę i założy z nim rodzinę, a wtedy prawda nie będzie ją tak bardzo bolała. Jestem pewien, że zrozumie, że tak było najlepiej, bo zostanie mamą w wieku siedemnastu lat nie byłoby dla niej dobre.
