Byłem przyzwyczajony do samotnego życia w moim małym mieszkaniu. Towarzyszyły mi dwa szare koty, które dostałem od sąsiadki jako kocięta, i zawsze mogłem porozmawiać z sąsiadami – znaliśmy się od dziesięcioleci, odkąd przeprowadziliśmy się do małego przemysłowego miasteczka z dymiącymi kominami fabrycznymi. Moje mieszkanie było niegdyś rajskim zakątkiem, o który dbaliśmy z żoną, ale z wiekiem i ja się starzałem, i mieszkanie.
Rury zardzewiały, bojler przeciekał, podłogi rozpadały się na moich oczach… Moja córka nie od razu zwróciła na to uwagę. Dopiero z czasem odebrała skargi staruszka jako aluzję, że chcę się wyprowadzić.
– Może zostaniesz u nas tej zimy? Latem pojedziesz do domu, będzie dobrze- przekonywała mnie.
Moja córka od dawna była mężatką, dzieci studiowały za granicą dzięki rodzicom zięcia, a ona i jej mąż pracowali, oszczędzali pieniądze na podróże i zakupy. Postanowiłem, że nie będę im w żaden sposób przeszkadzać i zgodziłem się z nimi zamieszkać. Córka upierała się, że nie muszę za nic płacić, wręcz przeciwnie, miałem oszczędzać, żeby móc tego lata rozpocząć remont mieszkania. Ja byłem jak najbardziej za.
Ale mój zięć nie był. Od pierwszego dnia zachowywał się wobec mnie tak, jakbym był ciężarem na jego barkach. Wychodził do pracy i już mruczał o tym, jak śmiałem coś ugotować i nie wytrzeć idealnie kuchenki; wracał i nie był zadowolony z tego, że jadłem z nimi obiad.
– Nie potrafi prawidłowo przeżuwać. Słychać mlaskanie w drzwiach. To strasznie denerwujące!
– Cicho, proszę – błagała córka – tata ma protezy, taki dźwięk sam się wydobywa.
– To niech je, kiedy mnie nie ma! – zięć mówił jeszcze głośniej.
Córka zaczęła przynosić do pokoju jedzenie dla mnie. Zachowywała się bardzo ładnie i próbowała pogodzić mnie z zięciem, mówiąc mężowi, że pod jego nieobecność naprawiłem drzwi od szafek w kuchni i pomogłem naprawić telewizor, ale mąż jeszcze bardziej się rozzłościł, mówiąc, że “wciska mu kit” i jestem do niczego, bo inaczej już dawno naprawiłbym swoje mieszkanie.
Ostatnio osiągnął szczyt złości, gdy wszedł do łazienki i poczuł zapach kociego żwirku.
– Te koty są nie do zniesienia! Ich piasek jest wszędzie! Z tego powodu nie pozwalaliśmy naszym córkom mieć zwierząt, więc dlaczego starzy ludzie mają być traktowani inaczej?
Nie mogłem wyrzucić zwierząt, które były ze mną dużo bardziej związane niż zięć. Gdy córki nie było, spakowałem swoje rzeczy, zadzwoniłem po taksówkę i pojechałem do domu. Po drodze odtwarzałem w głowie ostatnie tygodnie naszego wspólnego życia, denerwując się, że teraz mnie nienawidzą, a moje ciśnienie krwi gwałtownie wzrosło. Zrobiło mi się źle. Kierowca, młody chłopak, zareagował natychmiast, zatrzymał się, pomógł mi znaleźć moje tabletki i kupił mi butelkę wody mineralnej w pobliskim supermarkecie. Gdy odchodziłem, wysłuchał mojej historii.
– To bardzo okrutne, co panu zrobił – powiedział. – Czy mieszka pan pod adresem, pod który jedziemy? Ja i moja żona też mieszkamy w tej dzielnicy. Tamtejsze domy są kiepskie, dach przecieka…
Kiedy dojechaliśmy kierowca nie wziął żadnych pieniędzy. Powiedział, żeby zostawić je na jedzenie. Tego wieczoru, gdy wyszedłem do sklepu, spotkałem tego faceta. Kupił mi też trochę artykułów spożywczych. Zaczęliśmy rozmawiać o naprawach i jakoś tak się zgodziliśmy, że możemy sobie pomóc. Ja jestem złotą rączką, on też. Mogę im pomóc w kładzeniu tapet i płytek – sam zrobiłem swoją łazienkę – a on może mi pomóc przy podłogach. Nie mam nic przeciwko płaceniu im pieniędzy, byleby ludzie byli dobrzy i żebym nie nadużywał ich dobroci tak bardzo jak zięcia.
