Kiedy byłam młoda, wszystko wydawało się prostsze. Związki miłosne, randki – było inaczej. Mogłam wychodzić z kimkolwiek chciałam, młodzi, dobrze wyglądający ludzie podchodzili do mnie, podrywali mnie, ale z wiekiem wszystko się zmieniło.
Nie wyszłam za mąż z miłości, tylko z desperacji. Od szesnastego roku życia spotykałam się ze wspaniałym chłopakiem, ale chciałam, żeby był zazdrosny, żeby bardziej mnie doceniał, żeby nosił mnie na rękach. Flirtowałam z innymi przy nim. Byłam młoda i głupia- przyjaciółka powiedziała mu, że go zdradzam i chodziłam na randki z innymi, a on nie tylko ze mną zerwał, ale miesiąc później ożenił się z jakąś niczym niewyróżniającą się dziewczyną, która była z nim w ciąży. Ponieważ się obraziłam i chciałam się zemścić, też wyszłam za mąż. Wyszłam za mąż za pierwszego lepszego faceta.
Nasze życie na początku układało się dobrze. Nawet mi się podobał. Był całkiem przystojny. Takim mężem nie wstyd było się pochwalić przed znajomymi czy przed moim byłym. Ale piękno nie jest wieczne – mój mąż się zestarzał, mieliśmy problemy z pracą i nie mogliśmy mieć dzieci. Mieszkaliśmy w jednopokojowym mieszkaniu i po cichu się nienawidziliśmy.
Znajomi zaczęli mi mówić, że mój były się rozwodzi. Nagle zapragnęłam się z nim spotkać, przypomnieć sobie stare czasy, moją pierwszą miłość… i zrozumiałam, że byłam głupia. Nie trafiłam na właściwego faceta i wyszłam za niewłaściwego. Moje uczucia do męża całkowicie wyparowały, a im dłużej patrzę na jego obwisły brzuch, plamy pigmentowe na twarzy i wieczny zarost, tym bardziej chcę odejść.
A jeśli rozwód jest odpowiedzią? Ja go zostawię, a mój eks zostawi swoją żonę i może jakoś uda nam się wrócić do siebie. I życie od razu stałoby się lepsze, i wszystko byłoby inne.