Prośby mojego syna o zorganizowanie wesela były wręcz błagalne. Zaraz po zaręczynach młodzi powiedzieli, że nie chcą czekać i że musimy wraz z rodzicami przyszłej synowej zorganizować ślub jak najszybciej, najlepiej latem, żeby wszyscy, których znają, mogli wziąć w nim udział, a pogoda była ładna.
Ślub bierze się tylko raz w życiu – powiedział z przekonaniem mój syn.
Nasza rodzina nigdy nie była biedna, byliśmy w stanie zapłacić za ślub syna w granicach rozsądku, ale kiedy zostaliśmy zbombardowani ofertami wynajęcia limuzyny, wynajęcia całego hotelu dla wszystkich zaproszonych gości, kupienia szytej na miarę sukni dla panny młodej i zorganizowania imprezy z jakimś “fajnym DJ-em”, ani my, ani swaci nie mielibyśmy dość pieniędzy.
Mama panny młodej powiedziała, że nie powinniśmy iść na rękę dzieciom i płacić za wszystko, ale nasz jedyny syn się żenił…
Musieliśmy wziąć kredyt, żeby za wszystko zapłacić. Spłacamy go do dziś. Mój syn i synowa rozstali się cztery miesiące po ślubie. Oboje od ślubu byli bezrobotni, a ponieważ nikt nie chciał zapewnić ich rodzinie utrzymania, rozwiedli się.
I komu to wesele było potrzebne? Został kredyt, który wciąż musimy spłacać i spłacać… Jeśli mój syn zdecyduje się wziąć ślub po raz drugi, to za wszystko zapłaci z własnej kieszeni. Ślub to nie jest inwestycja, której można być w 100% pewnym.