Para dopiero zaczynała budować wspólną przyszłość. Mieli za sobą dwa lata związku, a zaraz po oświadczynach urządzili skromne wesele dla rodziców i rodzeństwa. Chcieli zaoszczędzić pieniądze. Wesele to nie wszystko.
Wynajmowali małe mieszkanie, bo było ich tylko dwoje, oboje pracowali i generalnie starczało im na życie. Od czasu do czasu mogli sobie pozwolić na wyjście do restauracji, na niektóre weekendy wyjeżdżali za miasto z namiotami lub jeździli na wypady do innych miast, żeby zaczerpnąć trochę wrażeń i odpocząć.
A pół roku po ślubie nadal kochali się czule i planowali jeszcze więcej rzeczy do spróbowania, miejsc do odwiedzenia i odkładali na to pieniądze ze swoich pensji. Zawsze więc mieli zaoszczędzone pieniądze na okazjonalny wyjazd, a także na czarną godzinę. Dlatego dziewczyna, gdy usłyszała, że są zaproszeni na urodziny teścia, bez zbędnego wahania stwierdziła, że muszą kupić prezent z budżetu ogólnego.
– Co masz na myśli? – Mąż nie rozumiał. – Jaki prezent? Tata nie lubi takich rzeczy, prosił, żebym nie wymyślał i nie wydawał pieniędzy.
W ich rodzinie nie było zwyczaju obsypywania rodziców prezentami. Jakoś od najmłodszych lat mama przyjmowała kwiaty zerwane z łąki albo prace plastyczne na kartkach, i to nie tylko od syna, ale i od jego sióstr. Jego ojciec zawsze mówił, że niczego nie potrzebuje i groźnie potrząsał pięścią w powietrzu, gdy ktoś pytał go, co mu kupić.
A sam chłopak uważał, że jeśli jego rodzice czegoś potrzebują, to po prostu o tym powiedzą.
– Jest zwyczaj dawania prezentów na urodziny – upierała się dziewczyna. – Nie można iść z pustymi rękami. Nawet jeśli ojciec powie, że niczego nie potrzebuje, to miły mały prezent sprawi mu radość.
Chłopak grymasił w niezadowoleniu. Nie rozumiał, dlaczego miałby wydawać pieniądze na coś, czego nikt nie chciał. Ale czy mógł odmówić żonie, gdy ta próbowała zrobić coś miłego dla jego rodzica? Jako synowa musiała.
– W takim razie kup to, co uważasz za stosowne- powiedział bez entuzjazmu.
To było tylko na rękę dziewczynie. Sama uwielbiała dawać prezenty, a jej mąż o tym wiedział. Często sam coś od niej dostawał, a potem starał się odwdzięczyć, dając jej w zamian jakiś miły drobiazg.
Następnego dnia poszła do sklepu i spędziła tam cały dzień, decydując co kupić teściowi. Jest on starszym mężczyzną, pracuje na uniwersytecie, jest inteligentny i pojętny.
Gdy dziewczyna znalazła to, co uważała za świetny prezent, kupiła i wszystko ładnie zapakowała, w torebkę w kolorze pudełka na prezent, a dodatkowo włożyła butelkę dobrego alkoholu.
Na urodziny szła w świetnym nastroju, nie mogąc się doczekać, aż teść otworzy prezent.
Dziewczyna była niemile zaskoczona, gdy okazało się, że ze wszystkich gości tylko ona coś podarowała. Jak powiedział jej mąż, teść żartobliwie zaprzeczył, ale chętnie przyjął paczkę.
– Otwórz szybko tato , długo wybieraliśmy, chcemy wiedzieć, czy ci się podoba!
Mężczyzna uśmiechnął się, wyraźnie oczekując prezentu. On również był zachwycony buteleczką, a na widok pudełka z drogą wodą kolońską sapał ze zdumienia.
– Mój Boże! – zaczął pospiesznie ją rozpakowywać, a następnie skropił się nią od stóp do głów, mrucząc, że zapach jest po prostu niesamowity.
Dziewczyna spędziła cały dzień na wybieraniu i wąchaniu setek wód kolońskich.
– Od dawna nie mogłem sobie na to pozwolić, – miał prawie łzy w oczach. – Bardzo dziękuję, sprawiliście mi tyle radości!
Syn po takiej reakcji ojca pomyślał.
On też cieszył się z prezentów, więc dlaczego zwykle pozbawiał ich ojca i matkę?
W kolejne urodziny sam zainicjował zakup prezentów. Zarówno dla mamy, jak i dla taty. A po tym, jak jego siostry i krewni przyszli z pustymi rękami, zaczął ich zachęcać do obdarowywania rodziców.
A wszystko dzięki jego wrażliwej żonie.
