Maks nawet swoim bliskim przyjaciołom wydawał się człowiekiem niepoważnym i nieodpowiedzialnym, zbyt niepoważnym, by można mu było cokolwiek powierzyć bez obawy o konsekwencje. W czysto męskim gronie przyjaciół byliśmy pewni, że jeszcze musi się wyszaleć, ale nagle okazało się, że jako pierwszy z nas wszystkich się ożenił. Jego żona była bardzo miła, bardzo dbała o Maksa, robiła dla niego wszystko.
Zdarzało się, że nie pracował przez dłuższy czas, ale nie zawracała mu tym głowy, ciągnąc wszystko ze swojej pensji i rozpieszczając go tak, jak moim zdaniem mężczyzna powinien rozpieszczać kobietę – kolacje w restauracjach, drogie i ciekawe randki, weekendowe wypady do pobliskich miast. Nawet po tym, jak Maks poszedł do pracy, nie miał potrzeby wydawania pieniędzy na żonę, bo ona potrafiła zapewnić sobie byt, a on znalazł sobie młodą dziewczynę, na którą wydawał pieniądze. Jako najlepszy przyjaciel byłem tego świadomy, ale nie popierałem zdrady.
– To wcale nie jest zdradzanie, po prostu spędzamy razem czas. Ona jest jak moja córka, albo jak moja siostra – powiedział na początku Maks.
Początkowo dużo mówił o tym, że “nie jest jego kochanką”, wspominał o niej przy każdym przyjacielskim spotkaniu, ale potem nagle przestał mówić. Gdy jeden z chłopaków zapytał go, jak się miewa jego kochanka i czy z nią zerwał, Max tajemniczo odpowiedział: “Szczęście kocha ciszę”.
Już wtedy wiedziałem, że między nimi zrobiło się poważniej, ale nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo, dopóki nie zobaczyła ich jego żona. Dużo pracowała pod koniec każdego kwartału i późno wracała do domu. Maks wykorzystywał to, chodził do swojej kochanki albo ona przychodziła do niego. Przechadzali się po dzielnicach, które Maks dobrze znał, gdzie również przechadzał się z żoną, i jedna z sąsiadek go rozpoznała. Powiedziała żonie, że jej mąż przechadza się z jakąś dziewczyną, odprowadzając ją do domu.
Kobieta celowo poprosiła o wcześniejsze wyjście z pracy, ale nie powiedziała o tym Maksowi. Myślała o złapaniu ich w domu, ale wpadła na nich w supermarkecie.
Maks mówił, że nigdy w życiu nie widział jej tak wściekłej. Wylała na niego butelkę mleka, rzuciła jajkami w kochankę, a potem wyszła, każąc im zapłacić za towar. Do czasu, gdy Maks wrócił do domu, czekało na niego kilka walizek. Nie chciała słuchać jego wyjaśnień i nie ochłonęła nawet po tygodniu, niezależnie od tego, ile razy pukał do jej drzwi. Teraz więc Maks tymczasowo mieszka w hostelu i ma nadzieję, że sąd zmusi ich do podziału mieszkania, dzięki czemu będzie miał trochę pieniędzy na własne lokum.
Niczego się nie nauczył, a utraty żony wcale się nie boi. Bawi go, że ich złapała i zrobiła cyrk w supermarkecie.
– Teraz nie będzie mogła tam wejść – śmieje się Maks, jakby chwaląc się tym. – Niech próbuje, wszyscy tam dobrze ją pamiętają…
