Skończyłam z wyróżnieniem studia medyczne, ale oprócz dobrych cech zawodowych, pielęgniarka, tak jak lekarz, musi mieć też mocne nerwy. Z drugiej strony bardzo ważne jest, aby zachować empatię i pozostać człowiekiem. To jest bardzo delikatna równowaga, którą bardzo trudno jest utrzymać.
Mój mąż często namawiał mnie do rezygnacji z pracy, proponował przeniesienie. Widząc za każdym razem, jak bardzo brałam sobie do serca ból i cierpienie dzieci. Z drugiej strony świadomość, że jestem przydatna, że mogę ten ból zmniejszyć, jakoś pomóc dzieciom, dodawała mi sił. Jednak jedno zdarzenie ostatecznie zmieniło wszystko.
Pewnego dnia na nasz oddział przywieziono bardzo mocno poparzoną dziewczynkę. Cała jej rodzina, niestety, zginęła w pożarze i dziewczynka została zupełnie sama. Od razu wzruszyła mnie jej historia. Brałam nawet dodatkowe zmiany, aby częściej być przy dziewczynce i opiekować się nią.
Przez kilka tygodni stan dziewczynki był zagrożony, ale dzięki umiejętnościom lekarzy i prawdopodobnie mojej opiece, dziewczynka stopniowo zaczęła wracać do zdrowia. Z powodu braku snu kilkakrotnie spóźniałam się na dyżury. Za to zostałam zwolniona ze szpitala. I niestety nie mogłam już pomagać dziewczynce.
Przez jakiś czas starałam się zapomnieć o całej historii. Ale potem poszłam do moich dawnych koleżanek , aby zapytać o dziewczynę. Powiedzieli mi, że została wypisana i jest teraz w domu dziecka. Skonsultowałam to z mężem i postanowiliśmy ją wziąć do siebie. W ten sposób straciłam pracę, ale zyskałam córkę.