Z zawodu jestem kucharzem i zawsze starałem się rozpieszczać moją żonę. Nawet gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, zaskoczyłem ją kulinarnymi arcydziełami i przysmakami, których można było spróbować tylko w drogich restauracjach. Zawsze bardzo komplementowała moje jedzenie, podobnie jak mój pracodawca i ludzie, którzy jedli w restauracji, w której pracowałem.
Po tym, jak dowiedzieliśmy się, że spodziewamy się dziecka, zacząłem gotować jeszcze smaczniej i więcej, ponieważ spodziewałem się, że moja żona będzie jadła za dwoje. Ale teraz ona prawie w ogóle nie je w domu. Cały dzień jest zajęta – chodzi do lekarza, na zajęcia do szkoły rodzenia, wychodzi z przyjaciółmi. Cały dzień biega, wraca do domu wieczorem i nie chce jeść.
Celowo przestawiłem się na bardziej znane potrawy, które na pewno lubiła – kotlety z kurczaka, schabowe, bulgur, ryż, czasem pieczone ziemniaki w plastrach. Gotowałem dla niej dania włoskie, francuskie i japońskie, mając nadzieję, że chociaż to jej zasmakuje, ale zawsze była “nie głodna” i nawet nie chciała spróbować.
W wolny dzień wstałem wcześnie rano, żeby zrobić jej domową pizzę. Sam zagniotłem ciasto i przygotowałem sos według przepisu oraz nałożyłem odpowiednią ilość dodatków. Moja żona rano zjadła wszystko z przyjemnością, mówiła, że jest tak pyszna, że “można ją smakować”, ale wieczorem wróciła skądś syta.
– Jest coś, czego mi nie mówisz – powiedziałem podejrzliwie. – Wcześniej zawsze miałaś miejsce na moje potrawy, a teraz nie. Jestem teraz gorszym kucharzem? Już ci nie smakuje? A może zmieniły się twoje gusta i moje jedzenie ci nie odpowiada?
Żona roześmiała się z moich przypuszczeń, ale jednocześnie była zdezorientowana. Okazuje się, że nawet nie zauważyła, jak się starałem i świrowałem.
– Myślałam, że praktykujesz w domu dania restauracyjne – powiedziała. – A ja jestem wiecznie najedzona z powodu twojej matki. Wiesz, że chodzi ze mną do lekarzy i oglądamy razem u niej telenowele. Gotuje równie dobrze jak ty, a ja nie potrafię jej odmówić. Skoro ona sprawia, że jem za dwóch, jeśli nie za trzech, to naprawdę nie chcę już nic jeść w domu.
Wszystko ułożyło się dla mnie w całość. I natychmiast wydusiłem z siebie westchnienie ulgi.
-Co za ulga, bałem się, że masz kochanka, który zabiera cię do restauracji.
To jeszcze bardziej rozśmieszyło moją żonę. Przytuliła mnie mocno, pocałowała w policzek i powiedziała, że nigdy nie znajdzie mężczyzny, który gotowałby lepiej i smaczniej niż ja.
– No, może tylko twoja matka… – dodała chytrze.