Alicja i Adam spotykają się od dwóch lat. Od kilku miesięcy mieszkają razem, wprowadzili się do mieszkania mojej mamy. Była myśl, żeby je sprzedać lub wynająć, ale mój syn szybko zaczął rozwijać związek i postanowiliśmy z żoną oddać im mieszkanie. Jest to zwykłe dwupokojowe mieszkanie, na pierwszym piętrze.
Remonty nie były tam robione od dawna, pożądane jest odświeżenie lokalu. Obecnie młodzi ludzie chcą mieć wszystko w stylu skandynawskim, z białymi ścianami, drogimi podłogami, żyrandolami bez żadnych bajerów. Dlatego spodziewaliśmy się, że zaraz po przeprowadzce Adam rozpocznie remont, ale ciągle go odkłada.
Żona zachęciła mnie, żebym dowiedział się od niego, dlaczego nic nie robią, a on powiedział, że to ze względu na Alicję. Oboje mieszkają w mieszkaniu, po równo płacą czynsz i internet, w mieszkaniu są do zrobienia pilne naprawy, ale ona nie chce inwestować w tapety, podłogi i inne rzeczy. Skoro na razie nie są małżeństwem, to ona boi się inwestować swoje pieniądze w mieszkanie, którego może nie dostać.
Co to za konsumpcyjna postawa? Pędzi syna, żeby się z nią ożenił, żyje na wszystkim co gotowe i nie chce nawet grosza zainwestować w przyszłość.
Skoro Adam nie zamierzał się jej oświadczyć, to po co chciał z nią mieszkać, moja żona staje po stronie Alicji, mówiąc, że “spokojniej jest być mężatką”.
A co to za różnica czy jest mężatką czy nie, skoro już żyją w związku?
Myślę, że Alicja liczy po prostu na to, że Adam wszystko naprawi na własny koszt.