Gula rosła w moim gardle. Nie zdawałam sobie sprawy, jak okropna byłam dla mojego ojca.

Dzieci naprawdę dorastają, kiedy przestają potrzebować pomocy rodziców, kiedy uczą się same chodzić do lekarza, podróżować do różnych miast, kupować bilety … Wcześniej zawsze mieliśmy mamę i tatę do pomocy, a teraz umiemy wszystko zrobić sami, a o tych, którzy dali nam życie, pamiętamy tylko w święta i tylko dlatego, że trzeba do nich zadzwonić z życzeniami.

W mojej rodzinie z czasem też tak się stało. Do mamy dzwoniłam kilka razy w roku, żeby złożyć jej życzenia z okazji urodzin lub świąt, a z tatą w ogóle rzadko rozmawiałam. Mimo że mieszkaliśmy w tym samym mieście, szybko się od siebie oddaliliśmy. Kiedy pojawiły się dzieci, nawet nie myślałam o tym, żeby zawracać dziadkowi i babci głowę, ale zamiast tego wysyłałam ich do klubów i na wypady z przyjaciółmi. Moja relacja z teściową była cieplejsza i bardziej regularna niż z rodzicami. I wydawało mi się, że im to nie przeszkadza.

Ostatniego lata, kiedy wraz z mężem i dziećmi byliśmy nad morzem, zadzwonił do mnie ojciec. Powiedział, że mama jest w szpitalu, ma wylew i muszę natychmiast przyjechać. To było egoistyczne z mojej strony, teraz rozumiem, ale zapytałam:

– Czy moja obecność coś pomoże? Nie jestem przecież lekarzem. Ona na pewno dojdzie do siebie.

Ale mojej matce nie poprawiło się. Dwa tygodnie później już jej nie było. Jej śmierć bardzo dotknęła ojca. Postarzał się dosłownie z dnia na dzień.

Tata był stary, trudno mu było poradzić sobie w domu, a teściowa przypomniała mi, że pracowała na pół etatu w domu opieki. Personel i zaplecze były tam doskonałe, więc mój ojciec nie byłby tam tak samotny i byłby otoczony opieką.

Mój ojciec nie był zbyt zadowolony z tej wiadomości. Nie pocieszył go nawet fakt, że nie zamierzaliśmy nic zrobić z jego mieszkaniem, niech sobie stoi. Miał pretensje do mnie, zięcia i swatów, ale  milczał. Przez ponad pół roku nic nie mówił, zadomawiając się w pozornie przytulnym pokoiku.

Byłam z dziećmi na spotkaniu, gdy zadzwoniła teściowa. Zadzwoniono do niej pierwszej, bo wszystkich tam znała.

– Tata zachorował, przyjeżdżaj szybko.

Z jej zatroskanego tonu wywnioskowałam, że tata naprawdę źle się czuje. Zostawiłam męża z dziećmi i pojechalam. Leżał w swoim pokoju pod kroplówką, jęczał z bólu. Jego ciśnienie gwałtownie wzrosło.

– Tato, dobrze, że żyjesz – powiedziałam, nie bardzo zastanawiając się, jak to dla niego zabrzmiało.

– Dobrze? – zapytał mnie. – Czy to dobrze, że płacisz za to, że tu mieszkam? To nie jest życie, to jest kpina. Zostałem bezczelnie wyrwany z własnego domu, nie wolno mi jeść tego, co chcę, nie wolno mi chodzić tam, gdzie chcę. Jestem jak małe dziecko zamknięte w przedszkolu, do którego się nie zapisałem. A cały personel wokół mnie mówi, że muszę jeść dobrze, czuć się dobrze, bo moja córka za to płaci.

– Jeśli nie odpowiada ci tutejsze menu, mogę poprosić o przyniesienie czegoś domowego…

– To prawda – zwrócił się do ściany, nie patrząc na mnie – robisz wszystko tylko dla siebie i patrzysz na wszystko jednostronnie. Nie tak cię wychowałem, ale tak wyszło. I myślisz, że twoje dzieci będą postępować inaczej niż ty? Może też cię oddadzą  i nie pofatygują się, żeby sprawdzić, co z tobą, dopóki nie umrzesz?

W gardle stanęła mi gula. Nie wiedziałam, co powiedzieć, bo naprawdę myślałam, że tak będzie lepiej dla taty. A ja… Nie chciałam być na jego miejscu. Nie myślałam perspektywicznie, ale byłam pewna, że nigdy nie będę musiała opuszczać domu wbrew swojej woli.

– Przepraszam, tato.

Tydzień później przywieźliśmy z mężem tatę do domu. Nadal jesteśmy zajęci, ale staram się przynajmniej zostawiać dzieci z tatą, żeby nigdy się nie nudził. Moja teściowa też go odwiedza. Odwiedzam go tak często, jak tylko mogę. Czasem nawet bardzo często, a tata wygląda na naprawdę szczęśliwego.

Oto jesteśmy, niby oboje dorośli, oboje możemy wszystko zrobić sami. Ja go nie potrzebuję i on mnie nie potrzebuje. Ale widzę, że jest dużo szczęśliwszy, gdy jestem w pobliżu.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *