Nasza historia zaczęła się banalnie, poznaliśmy się w parku . To była miłość od pierwszego wejrzenia. Nasz romans rozwijał się błyskawicznie. Było jasne, że nasz związek nie jest na 1 miesiąc, nie można było go zerwać.
Tak więc pół roku później oświadczył mi się, ja bez zastanowienia powiedziałam “tak”. Zaczęliśmy mieszkać razem i przygotowywać się do ślubu. Nic nie przyćmiło naszego życia. Byliśmy szczęśliwi. Od czasu do czasu jego matka przyjeżdżała w odwiedziny.
Po naszym ślubie było tak, że matka mojego męża prawie zamieszkała z nami. Co wieczór przychodziła sprawdzać buty mojego męża, uczyła go jak suszyć wkładki, odkładała buty na szafę w przedpokoju. A rano przychodziła i sprawdzała naszą sypialnię, czy nasze prześcieradła są brudne lub pogniecione.
Och, i nie muszę dodawać, że w kuchni zrobiłaby kompletną kontrolę i odprawiłaby mnie za kupienie niewłaściwego kurczaka, którego nie kupuje, niewłaściwej herbaty lub brak ulubionej dla niej, marki makaronu.
Jak to wyglądało w moim przypadku? Najpierw narzekałam na opiekę matki, potem miałam pretensje do męża, że pozwala matce prowadzić nasz dom, potem miałam pretensje do niego i jego matki.
Były rozmowy w cztery oczy i kłótnie, ale mój mąż absolutnie nie chciał się w to angażować z obawy, że obrazi matkę. A ja w pewnym momencie zmęczyłam się takim życiem, choć jego matka nie mieszkała z nami, ale tak naprawdę była z nami codziennie od rana do późnego popołudnia.
Kiedy zaczęła zamawiać wnuka wiedziałam, że to STOP, stop wszystkiemu co jest lub chciało być. Odeszłam. Niech planuje innym życie, ja chcę żyć jak chcę i jeść to co lubię, spać na zmiętym prześcieradle i nie jeść makaronu, który ona lubi.
Rozwiedliśmy się, ale on ciągle dzwoni, a ja nie chcę więcej z nim być. Rozwód jest jak powiew tlenu. Oto jakie “troskliwe” potrafią być teściowe.