– Zostanę i zobaczę, jak zajmiesz się moim chłopcem” – teściowa pojawiła się z torbami.

Wyszłam za mąż. Moje małżeństwo trwało tylko pół roku. Dokładnie do czasu wizyty matki mojego męża, która przyjechała zamieszkać z nami, aby upewnić się, że jej syn dokonał właściwego wyboru i że dobrze się nim opiekuję. Miał trzydzieści lat. Na początku myślałam, że żartuje, ale to nie był żart.

Mój mąż urodził się w małym miasteczku, w którym się wychował, a po ukończeniu szkoły średniej postanowił przenieść się do mojej miejscowości, by pójść na studia. Po pięciu latach studiów nie chciał wracać do rodzinnego miasta.

Zanim go poznałam, wynajmował mieszkanie z przyjacielem. Próbował zaoszczędzić na coś własnego, ale z jakiegoś powodu nie szło mu dobrze. Przynajmniej do czasu, gdy go poznałam, nie oszczędzał zbyt dużo.

Ja nie mam żadnych problemów mieszkaniowych ani finansowych. Mieszkam w swoim dwupokojowym mieszkaniu, mam stabilną pracę, nie jestem od nikogo zależna finansowo, a nawet staram się pomagać rodzicom. Nie mogę powiedzieć, że dużo zarabiam, ale mam wystarczająco dużo.

Jakoś od pierwszego wejrzenia Maks i ja zainteresowaliśmy się sobą. W tym czasie ja miałam trzydzieści lat, a on trzydzieści jeden. Żadne z nas nie było obciążone poprzednimi małżeństwami i dziećmi, co w naszym wieku jest  rzadkością.

Spotykaliśmy się przez około rok. Okresowo nocował u mnie, ale nie prosiłam go, żeby się wprowadził, a on też się nie spieszył. Potem jednak zabrzmiały słowa o powadze zamiarów i uznaliśmy, że trzeba się sprawdzić i na okres około pół roku zamieszkaliśmy razem.

Wyniki eksperymentu były zadowalające, więc postanowiliśmy się pobrać. Nie zamierzaliśmy urządzać wesela, nie widzieliśmy w tym sensu. Moi rodzice przyszli, posiedzieliśmy i wypiliśmy wino, a teściowa powiedziała, że skoro nie będzie wesela na dużą skalę, to przyjdzie później, żeby się ze mną spotkać i jednocześnie nam pogratulować.

Żyliśmy szczęśliwie, wszystko było w porządku. Po ślubie Maks nie rozluźnił się nagle i nie rzucał wszędzie skarpetek, ani nie domagał się kawy w łóżku co rano. Wszystko pozostało tak, jak było. Ale wtedy do naszego spokojnego rodzinnego szczęścia wtargnęła jego matka.

Teściowa pojawiła się nagle, jak śnieg w lipcu. Po prostu w sobotę rano zadzwoniła do Maksa i powiedziała, że jest już na dworcu. Oboje z mężem mieliśmy oczy jak bohaterowie kreskówek. Podczas gdy on pędził po mieszkaniu, próbując szybko się ubrać i zadzwonić po taksówkę, ja gorączkowo porządkowałam rzeczy i kombinowałam, czym nakarmić gościa. Nie chciałam stracić twarzy przy naszym pierwszym spotkaniu.

Ugotowałam szybko coś do jedzenia, posprzątałam w domu (sprzątam tylko w soboty), ledwo zdążyłam przebrać się z piżamy w coś porządnego, kiedy mój mąż przyprowadził swoją matkę. Jest to duża i bardzo hałaśliwa kobieta. Przytuliła mnie, pogłaskała jak kociaka, obejrzała mnie jak zakup na targu.

Zaskoczyła mnie ilość toreb, które przyniosła ze sobą matka męża. Z takimi torbami jedzie się w odwiedziny na bardzo długo. Wyrzuciłam jednak tę myśl z głowy, przechodząc do roli gościnnej gospodyni.

Mama męża od razu znalazła coś do czepiania się, ale ja przyjęłam to filozoficznie. Weekend minął szybko – musiałam zakwaterować teściową, potem przedstawić ją moim rodzicom, wysłuchać kilku bardzo zabawnych historii z dzieciństwa Maksa.

Miałam nadzieję, że mama wpadnie do nas na tydzień lub dwa, ale minęły trzy tygodnie, a słów “posiedziałam u was, czas wracać do domu” nie było. Mój mąż również nie wiedział o planach mamy, ale nie przeszkadzała mu ta sytuacja. Teściowa dbała o syna i zawsze robiła jego ulubione smażone placki.

– Zostanę tu, zobaczę, jak zajmujesz się moim synem, nauczę cię, jak robić to dobrze – powiedziała do mnie matka mojego męża. A potem wylała na mnie wiadro skarg, co robię źle.

Kiedy zażądałam od męża, żeby porozmawiał z matką i kazał jej wyjechać, Maks zaczął mówić, że jest jego matką i po co ją krzywdzić, ona chce jak najlepiej, a ja naprawdę muszę się od niej czegoś nauczyć. Taką dyskusję prowadziliśmy przez kolejne dwa tygodnie, a w tym czasie moja teściowa już się zadomowiła i szefowała mi.

Nie mogłam tego dłużej znieść i liczyłam na cud. Potem wskazałam teściowej drzwi i poprosiłam, żeby od tej pory zapowiadała swoje wizyty. Była bardzo oburzona, Maks też próbował się ze mną kłócić o mamę , ale udało mu się tylko tyle, że został odesłany wraz z matką.

A potem Maks powiedział, że jeśli nie przeproszę jego i jego matki, to będzie rozwód. Odmówiłam przeprosin i bardzo szybko się rozwiedliśmy. Dzięki Bogu, miałam na tyle rozsądku, żeby nie zajść w ciążę z tym człowiekiem.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *