“Jesteś matką chrzestną, powinnaś kupować chrześniakowi drogie prezenty!” – mówi brat

Trzymałam do chrztu dziecko mojego brata. Jest to jego młodszy syn. Ja i mój brat jesteśmy prawie w tym samym wieku, ale ja nie mam własnej rodziny, a mój brat wcześnie się ożenił i ma już dwóch synów. Więc jestem matką chrzestną dla młodszego syna.

Nie jestem szczególnie religijna. Nie potraktowałam więc propozycji brata zbyt poważnie. Moja matka była jedyną osobą, która mogła mnie do tego namówić. Długo się opierałam. Musiałam ustalić, jakie będą moje obowiązki. Miałam być matką chrzestną – to coś znaczyło.

Okazało się, że nie musiałabym robić nic wielkiego. Ale jeśli mój brat i jego żona odejdą z tego świata, na mnie będzie spoczywał obowiązek wychowania chrześniaka. Po to właśnie są rodzice chrzestni. – wyjaśniła mi matka.

No cóż, nie ma w tym nic złego. To nie jest żadna wielka sprawa. Przecież to jasne, że jeśli mojego brata zabraknie, to nie porzucę jego dzieci. Stanę się odpowiedzialna. W końcu są one częścią mojej rodziny.

Postanowiliśmy, że chłopiec zostanie ochrzczony w wieku trzech lat. Razem z jego starszą siostrą. Kupiłam prezent, byłam na nabożeństwie i po tym było normalnie, jak to w rodzinie. Czasami dzwoniłam do brata, dowiadywałam się o zdrowie chłopca, dawałam mu prezenty. Było tak jak u wszystkich innych.

Gdy nadszedł Nowy Rok, podarowałam mojemu chrześniakowi konstruktora. Dla mojej siostrzenicy wybrałam elegancką sukienkę. Zabrałam ze sobą trochę słodyczy. Poszłam w odwiedziny. Gdy żona mojego brata zobaczyła prezenty, nie byka zadowolona. Udałam, że tego nie widzę. Ona ma specyficzny charakter. Mój brat jakoś też się zdystansował. No cóż, nic się nie stało. Dali mi herbatę i potem poszłam do domu.

Gdy nadeszły następne święta,  kupiłam robota i koszulkę. Ze względu na moją chorobę postanowiłam przekazać prezenty przez mamę. W maju byłam na wyjeździe, więc nie pojechałam do nich. W czerwcu były urodziny mojego chrześniaka, więc musiałam wypatrzyć dla niego coś naprawdę ciekawego. I wtedy zadzwonił telefon – to był mój brat.

– Zbliżają się urodziny mojego syna, pamiętasz? – mówi.
– Oczywiście, muszę tylko wybrać prezent. Co mu kupić?
– Myślę, że ułatwię ci sprawę. Potrzebujemy laptopa. –  mówi. Byłam zszokowana. – Dlaczego milczysz? W poprzednie święta dałaś jakieś drobne prezenty, więc chociaż na urodziny możesz zaszpanować. W końcu jesteś matką chrzestną. Musisz więc postarać się o pieniądze na drogi prezent.

Szczerze mówiąc, nikt mnie przed tym nie ostrzegał. Po pierwsze. A po drugie, po co dziecku w wieku 5 lat laptop? Co on z nim zrobi?

Niech nie mówi więc, że teraz bardzo go potrzebuje.
Powiedziałam mu, że małe dziecko nie potrzebuje tak drogich prezentów. Więc nie zamierzam tego robić. Jeśli mój brat uważa inaczej, to niech sam spełnia te życzenia.

– i ty nazywasz się matką chrzestną? – krzyknęła jego żona prosto do telefonu. – Czy to jest normalne, że oszczędza się na chrześniaku!?

Nie miałam ochoty znosić tego. Rozłączyłam się więc. Potem postanowiłam zadzwonić do matki, opowiedzieć jej o tym, co się stało, żeby matka znała prawdę.

Mama była po mojej stronie. Była zaskoczona takim pragmatyzmem. Zadziwiona ich bezczelnością.

Dziwiło mnie wtedy, że chcieli ochrzcić dzieci. Wcześniej nie byli szczególnie pobożni, nie zawsze obchodzili główne święta kościelne. Pewnie żona go do tego namówiła. Nie poszłam na urodziny mojego chrześniaka. Nikt mnie nie zaprosił. Mimo to postanowiłam za pośrednictwem matki dać mały prezent. Oczywiście nie tak drogi, jak mieli nadzieję.

– Nic nie kupuj – usłyszałam później od żony mojego brata. – Zapomnij o swoim bratanku.

Pewnie muszę też zapomnieć o reszcie rodziny brata. Jeśli ma tak troskliwą żonę, wkrótce w ogóle nie będzie miał rodziny.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *