Moja babcia nigdy nie szczędziła dla mnie czasu, pieniędzy i miłości. Nie byłam jej jedyną wnuczką, ale jako jedyna mieszkałam w pobliżu, w tym samym mieście, w sąsiednich dzielnicach, więc często się widywałyśmy i rozmawiałyśmy. Babcia była moją dobrą przyjaciółką i doradcą. Bardzo się cieszyła, gdy opowiadałam jej o swoich zainteresowaniach, hobby i chłopakach. Bardziej niż moja mama wspierała też mój pierwszy związek z chłopakiem.
Miała siedemdziesiąt dwa lata, a ja dwadzieścia cztery, kiedy wyszłam za mąż i dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka. Mimo że moja babcia czasami miewała pesymistyczne myśli, że jest stara, że nie ma długiego życia i tak dalej, byłam pewna, że jeszcze długo pożyje. Jest bardzo aktywna i przez większość czasu czuje się bardzo dobrze. Wierzyłam więc, że bardzo ucieszy się na wieść o przyszłym prawnuku lub prawnuczce – taka szansa na ponowne rozpieszczanie dziecka, jak to robiła wiele lat temu. Ale babcia nie była szczęśliwa.
Zastanawiała się, dlaczego ja, tak młoda, chcę mieć dziecko.
– Myślisz, że będę je niańczyć? Już jestem jedną nogą w trumnie, nie pisałam się na niańkę! A twoja matka dalej pracuje. Jak ty sobie to wszystko wyobrażasz? Kto będzie wychowywał dziecko?
Nie prosiłam o robienie czegokolwiek za mnie, liczyłam na jakieś podstawowe wsparcie.
Mąż mówi, że dla babci to było po prostu niespodziewane, więc się zmieszała, ale przypadkowo bardzo mnie zraniła. Jakbym o coś ją prosiła, albo przyniosła taką wiadomość w wieku szesnastu lat. Jestem już dorosła, samodzielna i zamężna, i jestem całkowicie gotowa na dziecko. Więc w czym tkwi problem? Czy w tym, że ona ma problem z zaakceptowaniem tego, że zostanie prababcią?