Moja synowa próbowała wykląć naszą rodzinę. Pomogła nam kobieta, która znała się na takich rzeczach

Od ponad dwudziestu lat mieszkaliśmy z mężem w tym samym mieszkaniu. Pamiętam jak robiliśmy remonty, urządzaliśmy wszystko. Wychowywaliśmy w nim również naszego jedynego syna, który później przyprowadził do domu swoją narzeczoną. Była ona bardzo młoda, dopiero co skończyła liceum, z dysfunkcyjnej rodziny. Dbałam o nią jak o własną córkę, ale ciągle czegoś jej brakowało.

Kiedy pojawiła się w domu, wiele rzeczy się zmieniło. Zmienił się również syn, wcześniej był dobrym chłopakiem, szanował nas, ale wkrótce zaczął robić wszystko tylko dla niej, wszystko dla jej wygodnego bytu. A im bardziej oddalał się od nas, wydając wszystkie pieniądze na dziewczynę, tym częściej był wobec nas niegrzeczny, chcąc udowodnić, że mieszkanie jest jego prawem, bo jest naszym spadkobiercą, groził ojcu i mnie eksmisją. Ponadto zaczęliśmy się z mężem gorzej czuć – ciągle bóle głowy, osłabienie, silne zmęczenie, aż do omdleń. W domu z synem nie układało się, tylko w pracy wszystko wydawało się mniej lub bardziej zwyczajne.

Kiedyś powiedziałam mamie o moim złym samopoczuciem i kłopotach, a ona namawiała mnie do kontroli w  pokoju młodych, do szukania jakichś dziwnych rzeczy. Mówiła, że może młoda rzuciła na nas klątwę, ale ja nie wierzyłam w takie rzeczy. A jednak zaniemówiłam, gdy w ich pokoju znalazłam igły wbite w poduszki na górnej półce szafy, gdzie leżała czysta pościel.

Moja matka wysłała do nas znajomą, która przeprowadzała rytuały oczyszczania domu. Powiedziała, że w domu unosi się aura nienawiści i chodziła po mieszkaniu ze świecą. Przez kilka dni po jej wizycie czuliśmy się jak dawniej i nawet mój syn zaczął zachowywać się czule, ale tydzień później wszystko wróciło.

Kiedy poszliśmy do kobiety, która nam pomogła, rozmawialiśmy o ostatnich zmianach w życiu, o gościach, którzy odwiedzili dom, rozmawialiśmy o mojej synowej, o zachowaniu syna. Powiedziała, że musimy pilnie opuścić mieszkanie, nie mieszkać już razem i nie wpuszczać dziewczyny na próg nowego domu.

Mój syn i tak domagał się własnego lokum, więc zapadła decyzja o sprzedaży naszego trzypokojowego mieszkania i kupnie dwóch jednopokojowych. Jakimś cudem mojemu synowi udało się nawet dostać dwa pokoje, a my z mężem zamieszkaliśmy w ładnym jednopokojowym mieszkaniu, które w zupełności nam wystarczyło. I wszystko wreszcie zaczęło wracać do normy. Uczucia, samopoczucie w ogóle.

Właśnie odpoczywaliśmy po pracy, kiedy w naszych drzwiach pojawił się syn – synowa w końcu zdobyła mieszkanie i zażądała rozwodu. Miała już nowego faceta, spodziewała się z nim dziecja, a syn, jak idiota, pozwolił jej namieszać w głowie i przepisał mieszkanie na nią.

Próbowała nas wygonić z mieszkania, próbowała wykląć naszą rodzinę. Synowa naprawdę spieprzyła nam życie. Nigdy nie zapomnę tych igieł i słów o nienawiści w domu. Ona ewidentnie nas nienawidziła. Jak tylko dostała co chciała to pozwoliła nam odejść.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *