Od 6 lat jestem rozwiedziona. Do niedawna mieszkałam z moją 7-letnią córką w wynajętym mieszkaniu.
Decyzję o rozwodzie podjęłam sama, bo nie chciałam przysparzać mamie i babci kolejnych problemów. Moja pensja wystarczała na utrzymanie mnie i córki. Ponadto znalazłam sobie dobrą pracę. Do tego mój były mąż regularnie płaci alimenty.
Z czasem udało mi się zaoszczędzić potrzebną kwotę na zakup własnej kawalerki. Mieszkanie jednak nie jest duże, ma zaledwie 23 metry kwadratowe.
W pierwszym okresie po rozwodzie z mężem było mi ciężko finansowo. Nie było żadnego wsparcia ze strony rodziny i znajomych, wszyscy tylko obwiniali mnie o zrujnowanie rodziny. A przecież to mój mąż mnie zdradzał!
Moja własna ciotka, która była również moją matką chrzestną, tylko mnie upominała. Powiedziała mojej mamie, że jestem nieudacznikiem, za przykład posłużyła jej własna córka, która wyszła za mąż, miała dziecko, własny dom i samochód. I dobrze się jej wiodło.
Oczywiście, byłam bardzo urażona, słysząc takie słowa pod swoim adresem. Ale przestać się z nią kontaktować nie mogłam, bo często spotykałyśmy się w mieszkaniu mojej matki i babci, która niedawno zmarła.
Jednak nasze ostatnie spotkanie zapadło mi w pamięć do końca życia. I gdybym wiedziała po co to spotkanie, nie przyjechałabym. Matka zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ma pilną sprawę.
Tym razem ciotka powstrzymała się od wychwalania swojej rodziny. Przyznała, że ich rodzina przechodziła w tej chwili ciężki okres. Oprócz kredytu hipotecznego mieli jeszcze kredyt na samochód i kredyt na remont.
Wtedy właśnie dowiedziałam się, że część pieniędzy dostawali od babci. Emeryturę babcia miała dość przyzwoitą.
Po śmierci babci i redukcji etatu córki, wszystkie płatności spadły na barki zięcia. Oczywiście nie mógł sam udźwignąć takiego ciężaru.
Wyraziłam ciotce swoje współczucie. Jednak to co usłyszałam dalej było szokujące. Ciocia poprosiła mnie o pomoc. Szczerze mówiąc nie rozumiałam, co mogę dla nich zrobić. Jestem samotną matką, mieszkam w małej kawalerce i takie tam. Moja matka chrzestna zaproponowała, żebym sprzedała mieszkanie i wprowadziła się do mamy. A gdy wszystko się ułoży, oddadzą mi pieniądze.
Byłam oburzona. Jak mogli w ogóle wpaść na taki pomysł? Kiedy im się dobrze powodziło, nazywali mnie nieudacznikiem, a teraz mam im pomóc, ze szkodą dla mnie. Dlaczego muszę sprzedawać swoje mieszkanie?
Bez wahania odmówiłam. Zaskoczyła mnie reakcja matki. Nazwała mnie egoistką. Od tamtej pory moje kontakty z krewnymi zostały zredukowane do zera. Jestem pewna, że mam rację, choć czuję się źle.