Znajomy zapraszał mnie na imprezy , bo dawałem drogie prezenty. A kiedy przechodziłem trudny okres, obraził się na mnie.

Od dziecka doceniałem swoich przyjaciół i lubiłem dawać prezenty. Przyjemniej było dawać niż otrzymywać. Ponieważ żyłem w zamożnej rodzinie,  mogłem sobie na wiele pozwolić, prezenty nie sprawiały mi właściwej radości, ale radość, którą dawali mi przyjaciele, otwierając prezenty, bardzo podnosiła mnie na duchu.

Jako dziecko starałem się dawać Robertowi, mojemu najlepszemu przyjacielowi, najlepsze zabawki i rzeczy, którymi się interesował. Był z wielodzietnej rodziny, jego rodzice nie mogli sobie pozwolić na wiele,  ja i moi rodzice dawaliśmy mu fajne samochody i nowy telefon, a także pieniądze, żeby mógł sobie kupić to, co chciał. Kwoty zawsze były stosunkowo duże, takie że mógł sobie pozwolić na więcej niż zwykle.

Dopiero niedawno dotarło do mnie, że Robert to wykorzystywał i nie uważał mnie za swojego przyjaciela. Wcześnie rzucił szkołę, a ja poszedłem na studia i choć  nie spędzaliśmy już ze sobą zbyt wiele czasu, zawsze dzwonił do mnie na urodziny czy sylwestra.

Im byliśmy starsi, tym częściej  ja dawałem mu pieniądze, w obawie, że nie trafię w jego zainteresowania. Ponieważ nie mieliśmy już bliskiego kontaktu, trudniej było odgadnąć, czego chciał.

Zaplanowałem, że to samo dam mu na jego ślub. Nagle mnie zaprosił, choć nawet nie wiedziałem, że Robert ma dziewczynę.

Tak się złożyło, że miałem wtedy problemy finansowe – mama odeszła, ja się przeprowadzałem, a problemy w pracy zrobiły swoje. Nie mogłem wtedy dać dużej sumy pieniędzy, a nie chciałem dać zupełnie bezużytecznego prezentu. Wtedy ojciec poradził mi, żeby zrobić klasyczną rzecz: dać ładny zestaw naczyń. Moja matka zebrała ich cały kredens. Biła nas po rękach i broniła ich używać, więc były nowe.

Zatem wydałem tylko na piękne opakowanie, ale prezent jako całość był bardzo dobry. Mimo to Robert nie był zachwycony. Czułem się wystarczająco zażenowany gdy oni zaczęli zaglądać do prezentu. Nigdy nie zapomnę suchości w gardle i serca, które zaczęło szybciej bić, gdy na widok zestawu uśmiech opadł Robertowi z twarzy. Szczerze mówiąc starałem się wybrać ten najpiękniejszy i najbardziej nowoczesny, ale panu młodemu nie przypadł do gustu.

Kiedy Robert upił się podczas uroczystości i wspomniał o mnie w toaście, wymamrotał, że tym razem prezent jest “nie z mojej ligi”. Powiedział to przy wszystkich gościach, sprawiając, że grubo się zarumieniłem.

Wtedy właśnie pomyślałem, że od dawna nie było między nami przyjaźni. Tylko zimna kalkulacja. Dzwonił do mnie po prezenty, a gdy ja miałem ciężkie chwile i sam czekałem na jakiś dar przynajmniej od losu, Robert mnie odstawiał.

Nie widuję się z nim. Na jego pytanie o moje sprawy mogę odpowiedzieć, że jest dobrze, ale na jego urodziny już nie jeżdżę. Przez pewien czas nawet sam dzwonił, a po czterech odmowach zrozumiał, że to przegrana sprawa i prawie całkowicie przestał. Od czasu do czasu pisze tylko jakieś wiadomości i pyta o moją rodzinę.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *