Sama późno zaczęłam chodzić na randki. Moja rodzina była konserwatywna, matka nie pozwalała mi na wiele, a ojciec pilnował, żebym nie zadawała się z chłopcami. Wydawało mi się to dość oczywiste i normalne. Najpierw szkoła, potem studia, a potem mogłam myśleć o małżeństwie. W dodatku chłopcy nigdy mnie nie podrywali, nie interesowali się mną, bo nie byłam tak atrakcyjna. Miałam po prostu szczęście, że w dwudziestym szóstym roku życia poznałam w pracy wspaniałego mężczyznę i wyszłam za mąż.
Byłam bardzo szczęśliwa, że będę miała córkę. Chciałam, żeby myślała o mnie jak o swojej przyjaciółce, że łączy nas dobra, pełna zaufania relacja. W zasadzie tak było. Jako rodzice nie próbowaliśmy z mężem ograniczać jej, ale mówiłam jej od kiedy była nastolatką, żeby się nie spieszyła z tymi rzeczami. Ileż to złych historii jest o wczesnej ciąży. Dlaczego miałaby tego chcieć w wieku szesnastu lat?
Ale Luiza miała chłopaka po skończeniu siedemnastu lat. Złościło mnie to, ale nie śmiałam robić córce wyrzutów z powodu tego związku. Po prostu pomyślałam sobie, że to za wcześnie, żeby zaczynała. I oczywiście denerwowałam się, że będzie musiała wcześnie wyjść za mąż.
Jej chłopak nie spodobał mi się . Słyszałam, że jest starszy, a jeszcze bardziej zmartwiłam się, gdy usłyszałam, że ma dwadzieścia cztery lata. Tak duża różnica wieku przeszkadzała mi. Myślałam, że mają różne zainteresowania, że Luiza jest za młoda, a jej chłopak za stary i ma tylko jedno w głowie. Ale jak pięknie ją omotał!
Dawał jej ogromne bukiety róż, przynosił jej jedzenie z restauracji, rano cała nasza rodzina czasami raczyła się rogalikami. Na szczęście jego obecność nie miała wpływu na przyjęcie mojej córki na studia i została ona świeżo upieczonym studentem. Jej chłopak ją podrzucał na uczelnię i potem odbierał, a latem po pierwszym roku studiów poprosił mnie o zgodę na zabranie córki nad morze na swój koszt.
Pobrali się na drugim roku i teraz prowadzą życie małżeńskie, ale bez dzieci. Nie spieszą, co jest dobre. Oboje pracują, podróżują i są mile widzianymi gośćmi u nas. Martwiłam się więc na darmo. To wszystko jest bardzo indywidualne. Niektórzy zaczynają umawiać się wcześniej, niektórzy później, niektórzy wcześnie biorą ślub, ale życie wcale nie staje się od tego gorsze. Wręcz przeciwnie, dzieci mają się tak dobrze, że nie mogę być szczęśliwsza !