Kiedy byłam dzieckiem, uważałam Monikę za swoją najlepszą przyjaciółkę. Mieszkałyśmy obok siebie, bawiłyśmy się razem, prawie codziennie się widywałyśmy. Uczyłyśmy się w różnych szkołach, ale nie przeszkadzało nam to. Gdy rodzice byli w pracy, chodziłyśmy do siebie do domów i udawałyśmy, że jesteśmy w zespole rockowym i bębniłyśmy ołówkami po talerzach. Gdy byłyśmy starsze, nasze zainteresowania nieco się zmieniły i we dwie chodziłyśmy na dyskoteki i poznawałyśmy facetów.
Monika była mniej ostrożna i tak się złożyło, że w wieku osiemnastu lat wyszła za mąż. Wraz z mężem zamieszkała u swoich rodziców, urodziła im się córka, a ja zostałam ciocią. Utrzymywałyśmy dobre relacje, choć nasze drogi znacznie się rozeszły – Monika miała rodzinę, a ja studia.
Kiedy miałam dwadzieścia kilka lat, Monika podzieliła się ze mną domowymi kłopotami – jej rodzice kłócili się o pieniądze. Mama po prostu przynosiła swoją wypłatę, schowała ją, a pieniądze zniknęły. Kobieta myślała zarówno o zięciu, jak i o mężu, a Monika wyznała, że to ona je wzięła. Zobaczyła, że pieniądze leżą na podłodze i je podniosła. W swoim własnym domu. I nawet nie pomyślała, żeby zapytać rodzinę, czyje to jest – po prostu wydała je na ubrania dla córki i siebie.
Oceniałam, ale nie mogłam nic powiedzieć. Monika była dziewczyną z charakterem, ze mną też by się pokłóciła. Więc nic nie powiedziałam, ale trzymałam to w głowie przez lata, aż Monika pokłóciła się z mężem. Jej córka miała trzynaście lat, była względnie duża. A Moniki ukochany uznał, że czas opuścić rodzinę, powiedział, że złoży pozew o rozwód.
Majątek (w tym mieszkanie i jego zawartość) zamierzali podzielić po równo. I wtedy moja przyjaciółka pospieszyła do mnie późno w nocy z dwiema prośbami – o schowanie rodzinnych klejnotów, którymi nie chciała się dzielić z mężem, oraz o zabranie do siebie na jakiś czas jej córki.
Nie odmówiłam drugiej prośby – dziewczynce byłoby lepiej w spokojniejszym otoczeniu, ale biżuterii nie wzięłam. Mimo że Monika była moją przyjaciółką, nigdy nie wiadomo, co jej przejdzie przez głowę. Może zarzuci mi później, że czegoś tam brakuje, będziemy się kłócić i jeszcze będzie żądać odszkodowania. Skoro ona może wziąć cudze to o innych myśli tak samo.
Opiekowałam się jej córką przez półtora tygodnia, zanim mąż Moniki się wyprowadził, ale nie żałuję, że nie miałam nic wspólnego z jej kosztownościami. Tak jak podejrzewałam, Monika skarżyła mi się później na starszą kobietę, u której zostawiła pudełko.
– Były dwa kolczyki, a teraz jest jeden. Są z litego złota i są ciężkie. Staruszka pewnie myślała, że nie zauważę… – powiedziała.
Ja tylko westchnęłam z ulgą, że to nie o mnie chodziło.
A więc to prawda, co mówią o tym, że przyjaciół należy trzymać blisko, ale nie bliżej niż wrogów. Ludzie potrafią być bardzo różni, można się po nich spodziewać wszystkiego. Nawet od najbliższych i najwierniejszych. A być oczernianym przez przyjaciela z dzieciństwa wcale bym nie chciała.
