Za życia Anna odnosiła wielkie sukcesy. Od trzydziestki była nieustannie w pracy, harowała jak wół, zapewniając byt swojej rodzinie. Jej mąż żył jak król i tego samego oczekiwał po jej śmierci. Mieli piękne trzypokojowe mieszkanie, dom na przedmieściach i trójkę dzieci. Filip też pracował, ale nawet będąc doskonałym pracownikiem, nigdy nie mógł zarobić więcej niż Anna. Nie był też tak oszczędny, nie potrafił oszczędzać i trzymać dużej sumy w banku, jak to robiła jego zmarła żona.
Jakież było jego zdziwienie, gdy okazało się, że mieszkanie zostało zapisane jemu, około dziesięciu procent kwoty oszczędności również jemu, dom na przedmieściach dzieciom i kolejne dziesięć procent każdemu z nich, a pozostałe sześćdziesiąt Anna przekazała nieznanemu człowiekowi.
Filip był wściekły. Nie miał wątpliwości, że mężczyzna był jej kochankiem. Uwiódł Annę i wyprosił ją o zapis w testamencie.
Po spotkaniu w kancelarii notarialnej Filip zaprosił mężczyznę na filiżankę kawy, aby wszystko omówić i zrozumieć . Nie zamierzał słuchać głupich wymówek, tylko nagiej prawdy, która tłumaczyłaby taki czyn żony.
– Nie chcę tych pieniędzy – powiedział. – To i tak niczego nie naprawi, przeszłości w żaden sposób nie zmieni…
Mężczyzna był przygnębiony i długo szukał słów, by opowiedzieć Filipowi historię ze swojej młodości. Kiedyś Anna i jego żona chodziły razem na basen, a latem pracowały jako ratowniczki na plaży. Były dobrymi przyjaciółkami. Dobrze się bawiły i pracowały, bardzo się przyjaźniły, ale gdy chodziło o ratowanie ludzkiego życia oraz własnego, jak się później okazało, każdy był zdany na siebie.
Na morzu szalały fale, trzeba było ratować małego chłopca, który się topił. Anna pospieszyła pierwsza, ale nie mogła sobie poradzić. Na ratunek ruszyła jej wierna przyjaciółka. W falach działo się coś niewyobrażalnego i podczas ratowania dziecka, Annę zaczęło wciągać dalej w głąb.
Była wyczerpana i zaczęła panikować. Próbując ratować siebie i chłopca, nie zauważyła, jak jej koleżanka tonie. Później pomyślała, że to ona ją odepchnęła i nie była wystarczająco uważna. To spowodowało, że przez lata obwiniała siebie.
Przyjaciółka Anny zostawiła męża i córkę, którzy do dziś przeżywali żałobę, dlatego Anna zapisała w testamencie pozornie nieznajomemu mężczyźnie pieniądze.
Filip po wysłuchaniu powiedział mu, żeby nie oddawał pieniędzy. Mimo że nie wystarczy to na zapłatę za czyjeś życie, Anna zrobiła to z serca. Może i kierowała się poczuciem winy, ale to nie negowało faktu, że postąpiła słusznie.
– To jej pieniądze, mogła z nimi zrobić, co jej się podobało, i uważała, że ty ich potrzebujesz, więc nie odrzucaj spadku. To minimum, jakie mogła zrobić – powiedział, zdając sobie sprawę, że jego żona była nie tylko pracowita, ale i bardzo dobra.