Ja, oprócz swoich obecnych problemów, mam jeszcze jeden, którym jest moja córka.

Każdy człowiek ma w życiu problemy. Tak naprawdę ludzkie życie to tor przeszkód złożony z problemów. Z okazjonalnymi wyspami odpoczynku. Ale ja, oprócz moich zwykłych problemów, mam jeszcze jeden: moją córkę.

Mam 48 lat, jestem rozwiedziona i urodziłam dwoje dzieci. Starszy syn jest całkowicie samodzielny, od dawna mieszka osobno, w innym mieście, i nie potrzebuje mojej pomocy, wręcz przeciwnie, to on pomaga mi. Natomiast młodsza córka jest całkowicie infantylna i bezradna, i zawsze domaga się, żebym jej pomagała przy wnukach. Ale ja mam dom i gospodarstwo, które też wymaga oka i uwagi, a dodatkowo pracuję na pół etatu. Dla wszystkich i każdego jest jasne, że mam wystarczająco dużo powodów do zmartwień. Ale nie dla mojej córki.

Ona jakoś wierzy, że ja w domu tyko leżę i dlatego muszę do niej biec na pierwsze jej żądanie. A jak jej odmawiam, bo jestem zajęta, to się obraża. Mieszka kilka kilometrów ode mnie, a każda podróż do niej zajmuje mi sporo czasu. Często podnosi mi się ciśnienie krwi, a dzieci są bardzo hałaśliwe i niegrzeczne, ciężko mi sobie z nimi poradzić. A moja córka zostawi je ze mną i pójdzie do swoich przyjaciół na cały dzień.

Ale córka nie chce przyjąć mojego tłumaczenia. Jeśli moja córka tak bardzo potrzebuje, żebym zajmowała się jej dziećmi, to niech do mnie przyjedzie, zajmie się gospodarstwem, a ja w międzyczasie pojadę do niej i zajmę się wnukami. A ona…
Moja córka mówi, że muszę jej pomóc. Czy ona nie powinna pomagać mi w domu? Nie? Więc ja też nie muszę nic robić. Więc powiedziałam jej.

Teraz mój telefon milczy. Od dłuższego czasu. Cóż, póki zajmuję się domem i gospodarstwem muszę myśleć o sobie, o swoim zdrowiu. Co za życie, najpierw hodować dzieci, potem wnuki, a kiedy żyć?

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *