Nigdy wcześniej nie odwiedzałem cioci i wujka na wsi, bo nie wiedziałem, co można tam robić. I co to za różnica, że jest las i świeże powietrze, skoro nad morzem można odpocząć znacznie lepiej? Ale w tym roku tak się złożyło, że moja pomoc była potrzebna, a ja jestem osobą godną zaufania, więc przyjechałem.
Szukając domu wujka, przypadkowo zobaczyłem dziewczynę, która sprzedawała jabłka. Miała ze sobą trzy ogromne wiadra, a był już wieczór. Dziewczyna była tak piękna – zaparło mi dech w piersiach. Ponieważ wyobrażałem sobie, że będzie musiała sama nieść te jabłka do domu, zatrzymałem się obok niej, zapytałem o cenę i wziąłem wszystkie trzy wiadra. Jabłka były pyszne, słodkie i soczyste, ale wujek mnie zbeształ, że przyniosłam ich tak dużo. Dobrze, że ciotka była wyrozumiała, dobrze wiedziała, że poznałem Weronikę – a ona była prawdziwą pięknością.
Gdy pomagałem wujkowi przy budowie, mimowolnie sam przypomniałem sobie o tej dziewczynie, pomyślałem o niej. Zapytałem krewnych, dowiedziałem się, że była sierotą, ale mieszkała z prababcią i jej krewnymi. Cały czas przebywa w domu, albo sprzedaje owoce i warzywa przy drodze. Nie pozwalają jej żyć, zmuszając ją do pracy, nie pozwalają jej też chodzić do szkoły w mieście.
Nie jestem nieśmiałym facetem, ale krępowałem się tak po prostu pojawić w jej domu, więc znowu jeździłem po okolicy, aż Weronika wyszła z dwoma kolejnymi wiadrami jabłek. Musiałem je kupić, jednocześnie rozmawiając z nią i zapraszając ją, ot tak, na spacer po okolicy.
Za pierwszym razem odmówiła, mówiąc, że jest zajęta, ale kiedy dzień później kupiłem od niej dwa kolejne wiadra jabłek, musiała się zgodzić.
Była wspaniałą dziewczyną: słodką, zabawną, inteligentną. Ciągle mnie pytała, uśmiechając się chytrze, czy otworzyłem z ciocią i wujkiem fabrykę cydru. Po co innego miałbym chcieć tyle jabłek?
Niektórzy powiedzieliby, że zwariowałem, bo umawialiśmy się przez jakieś dwa miesiące, gdy pomagałem wujkowi, a potem dosłownie porwałem Weronikę od jej rodziny, oświadczając się jej. Nie odmówiła i wczesną jesienią przeprowadziliśmy się do mnie do miasta.
Podczas gdy my pomalutku przygotowujemy się do ślubu, Weronika robi kursy fryzjerskie i od czasu do czasu przypomina mi o tych jabłkach. Mój wujek i ciotka pewnie nadal je jedzą…