Wszystkie dzieci i ich rodzice są bardzo indywidualni, ale są wśród nich prawdziwi dziwacy. Miałem szczęście spotkać jednego takiego ojca, gdy wraz z rodziną byliśmy w parku wodnym. Moja żona uwielbiała zjeżdżalnie, więc była na nich bez końca, a ja z naszym czteroletnim synem chodziliśmy po basenach dla maluchów. Wokół biegało mnóstwo dzieci, niektóre z nich w ogóle nie były pilnowane przez rodziców, niektórzy obserwowali je z daleka, a tu jeden z bardzo małych chłopców poślizgnął się na płytkach podczas biegu i upadł.
Wszyscy byli zajęci swoimi sprawami, zdawali się nawet nie widzieć tego zdarzenia. A chłopiec wywinął fikołka , uderzając głową o kafelki. Jak normalny człowiek, natychmiast podszedłem do niego, pomogłem mu wstać i uspokoiłem go, gdy płakał. Miał wyraźnie nie więcej niż cztery lata, jak mój syn, a może nawet mniej. Zapytałem, czy nic mu nie jest, upewniłem się, że nie złamał nosa.
Kiedy postawiłem dzieciaka na nogi, jego ojciec w końcu oderwał się od telefonu i podszedł do nas. Potrząsnął mną, mimo że wciąż trzymałem dziecko za rękę.
– Odwal się, ty pieprzony zboczeńcu! Dlaczego dotykasz czyjegoś dziecka? Czyś ty zwariował!!!
Spokojnie wyjaśniłem, że jego syn upadł, a ja chciałem tylko pomóc.
– Czy ktoś cię o to prosił? – krzyknął mężczyzna. W odpowiedzi na krzyk uciekli inni rodzice, a nawet personel, który wcześniej to mnie prosił, żebym się odsunął, a nie tego wariata. Tylko mój syn był po mojej stronie, a pozostali powiedzieli mi, żebym nie śmiał dotykać cudzych dzieci.
Czynić dobro ludziom po tym… Dlatego nie chcę już pomagać, chyba że o to poproszą. Żeby być po bezpiecznej stronie, jak to się mówi.