Minęło tyle lat, a ja wciąż nie mogę wybaczyć żonie, że wybrała kota zamiast naszego dziecka

Nie sądzę, bym kiedykolwiek mógł zrozumieć Sandrę i to, jaka była jej motywacja, kiedy powiedziała TO mnie i pediatrze, który przyszedł do naszego domu. Nasza córka miała wtedy trzy miesiące. Wcześniej przez długi czas nie mogliśmy mieć dziecka, staraliśmy się o nie ponad cztery lata.

Lekarze stwierdzili, że to przez kota mojej żony. Winna była toksoplazmoza. W końcu jednak mieliśmy wielkie szczęście i Sandra nosiła dziecko.

W szpitalu dziewczynka była  zdrowa, ale kiedy przywieźliśmy ją do domu, zaczęła się dusić. Jako odpowiedzialni rodzice zabraliśmy ją od razu do szpitala. Tam jej się poprawiło, a lekarze nie mogli znaleźć żadnej konkretnej przyczyny, aż podczas kolejnego ataku duszności w domu wezwaliśmy do nas pediatrę. Kobieta przyszła do dziecka i zobaczyła  kota mojej żony. Mieszkał z nią od najmłodszych lat, miał wtedy szesnaście lat. Sandra była do niego bardzo przywiązana, dlatego gdy lekarz powiedział, że trzeba się pozbyć kota w trosce o zdrowie dziecka, żona powiedziała stanowcze nie.

– Znajdźmy innego lekarza, który wyleczy córkę, nie zmuszając mnie do wyrzucenia przyjaciela.

Nie było sensu się spierać, Sandra stała na swoim stanowisku, a kiedy powiedziałem, że od tego zależy nie tylko zdrowie, ale i życie naszej córki, odwróciła się i odeszła od nas, razem z kotem. Wróciła do nas siedem miesięcy później – kota już nie było. Przez cały ten czas miałem do niej pretensje, a spotykałyśmy się na “neutralnym gruncie” jak place zabaw czy dom mojej mamy.

Po odejściu kota od razu wyraziła chęć powrotu. Minęły trzy lata i łatwo jej udawać, że nie było kłótni o zwierzaka, a ona nie zostawiła domu, żeby zamieszkać z rodzicami i zająć się kotem, kiedy dużo ważniejsza była opieka nad dzieckiem.

Nadal nie mogę uwierzyć, że była do tego zdolna. To bardzo podkopało moją wiarę w nią i w nasze małżeństwo. Ilekroć opowiadam tę historię, nikt w nią nie wierzy.

“Sandra jest wspaniałą matką, nigdy by tego nie zrobiła” – mówią ludzie. Myślą, że żartuję. A ja nie jestem w najmniejszym stopniu rozbawiony. Chciałabym się śmiać, ale nie potrafię.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *