Jeszcze przed ślubem młoda para rozmawiała o zakupie własnego mieszkania. Rodzice Ali obiecali dać jej pieniądze na połowę, a Ben chciał wyłożyć resztę ze swoich oszczędności i wziąć kredyt. Sądził, że bez problemu spłaci go w ciągu kilku lat, a on i jego żona będą mieli wspólne mieszkanie i w razie jakichkolwiek kłopotów oboje będą mieli do niego prawo, a nie jedno z nich weźmie wszystko dla siebie. To było dość uczciwe i mój syn był gotów płacić odsetki za to.
Oczywiście głupio jest myśleć o rozwodzie przed ślubem, ale w dzisiejszych czasach wszystko może się zdarzyć i lepiej być przygotowanym, niż zostać z niczym.
My wspieraliśmy syna w takiej decyzji, swaci na początku też, a potem nagle na kilka tygodni przed ślubem zrobili nowożeńcom drogi prezent – sami kupili mieszkanie. Mieli możliwości, więc zrobili taki prezent. Tylko problem w tym, że kupili mieszkanie i jest ono zapisane na nazwisko córki, więc nie jest to już majątek wspólny, należy do synowej. A jednocześnie swaci wymagają, aby mój syn “tylko zapłacił za prace remontowe i kupił meble”. Z kosztami mieszkania oczywiście nie da się to porównać, ale… Teraz weźmie kredyt, wyda wszystko, a potem zostawi to synowej? Tacy cwani, ja po prostu nie mogę!
Ale synowa jest szczęśliwa i jest obrażona, że mój syn ma wątpliwości. Tymczasem teściowa upiera się, że nie będzie wesela bez remontu, a ja się boję, że coś pójdzie nie tak, a sprawy miłosne zmienią się w waśń z powodu tego mieszkania…
