Marek pochodził z małego przemysłowego miasteczka, gdzie jedyną perspektywą była praca w fabryce. Wyjazd do dużego miasta na studia był niemożliwy ze względu na jego oceny, jego przyjaciele wyjeżdżali i odchodzili. Przez całe dzieciństwo Marek patrzył na swojego ojca, który pracował w fabryce i miał świszczący kaszel, a później zachorował na raka płuc, i nie chciał takiej przyszłości dla siebie. Zaczął szukać dziewczyn w internecie. Najpierw poznawał miejscowe, mając nadzieję, że któraś z nich zdecyduje się z nim zamieszkać, ale żadna z nich nie miała w planach nigdzie się przeprowadzać. Musiał więc poszerzyć zakres poszukiwań. Tak poznał Monikę, która mieszkała w małym miasteczku tuż przy stolicy, w mieście studiowała pielęgniarstwo, a później miała pracować w szpitalu.
Marek flirtował z nią na wszelkie możliwe sposoby w sieci i przejechał dla niej setki kilometrów. Miał dużo szczęścia, Monika nie była najładniejszą dziewczyną, nie miała przed nim chłopaków i nikt się za nią nie oglądał, więc sama zaczęła lgnąć do Marka. Za ich randki płaciła z własnej kieszeni, za wynajem mieszkania również, a potem to jej rodzice zapłacili za ślub.
Szczęście Marka trwało przez około rok, ale z czasem zaczął zbyt wysoko mierzyć – dziewczyny w stolicy wciąż zwracały na niego uwagę, dopóki nie dowiadywały się, że jest żonaty. Zaczął zdradzać Monikę, a ona o tym wiedziała i tolerowała to.
Myślała, że się opamięta, ale on poznał pięćdziesięcioletnią kobietę, która miała rodzinę i dzieci w Izraelu. Miała trzy mieszkania w mieście i obiecała, że kiedyś przepisze coś Markowi. To go przekonało, podobnie jak możliwość podróżowania. Dla tego porzucił żonę i skorzystał z nowego związku. Pojechał do Anny, żył na jej koszt, nie odmawiał sobie niczego.
Mógłby tak żyć do końca życia, gdyby Anna nie dostała udaru. Zabrali ją do szpitala, a Marek musiał się nią tam opiekować, mając nadzieję, że wyzdrowieje, bo tylko obiecała, że coś mu przepisze , ale nigdy tego nie zrobiła.
Opiekował się nią, mając nadzieję, że stanie na nogi, ale nie było lepiej i po półtora miesiąca już jej nie było. Cały jej majątek trafił do dzieci i krewnych, a Marek został z niczym.
Prosił Monikę, błagał, żeby nie składała pozwu o rozwód, ale ona go odrzuciła. Bez pieniędzy i nie osiągnąwszy nic w życiu, Marek wrócił do rodzinnego miasta, mieszka z matką, pracuje na pół etatu i wciąż ma nadzieję, że znajdzie jakąś bogatą dziewczynę. Ale ma już trzydzieści trzy lata, życie go trochę zużyło, może nic się nie uda i będzie musiał iść do fabryki…
