Taki chlew w domu, że łatwiej sprzedać mieszkanie niż wszystko posprzątać

Sara od małego była bałaganiarą. Matka kazała mi sprzątać dom, zmywać naczynia, a młodszą siostrę rozpieszczali, uważali, że jest mała i kazali mi za nią sprzątać i robić pranie. Więc wyrosła, ale nie nauczyła się sprzątać swojego pokoju. Potem w końcu wyprowadziłam się od rodziców, ale mama nie nauczyła drugiej córki samodzielności, sama sprzątała. Nie wiem, jak udało jej się wyjść za mąż, ale do dziś w jej domu panuje bałagan.

Niedawno urodziła córkę i teraz obija się w imię macierzyństwa.

– Nie mam czasu na sprzątanie, muszę zajmować się Anną. Ona albo płacze, albo chce jeść…

I dlatego ich podłoga pokryta jest lepkimi plamami z przyklejonym do nich kurzem, w zlewie leży góra naczyń, kuchenka jest umazana, a na podłodze stoją dwa worki śmieci z brudnymi pieluchami. Wystarczy wejść do przedpokoju ich mieszkania, a zapach sprawia, że wydaje się, jakby mieszkały tu świnie.

Siostra ostatnio poprosiła mnie o opiekę nad dzieckiem, bo szła na spotkanie ze znajomymi, ale jak weszłam i zobaczyłam ten syf, to powiedziałam, że nigdzie jej nie puszczę, bo nie będę siedzieć w takim bałaganie. Albo zostanie i pomoże mi w sprzątaniu, albo może zabrać dziecko ze sobą, bo ja wychodzę.

A Sara powiedziała:

– Nie da się sprzątnąć takiego bałaganu, łatwiej sprzedać mieszkanie, niż to wszystko posprzątać.

Jeśli jej mężowi to przeszkadza, to tego nie pokazuje, toleruje. Ale ja nie rozumiem, jak można zmuszać dziecko do oddychania tym czymś i chodzenia po brudnej podłodze…

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *