Jako dzieci nas kochają i potrzebują, ale po trzydziestce chcą tylko pieniędzy od rodziców.

Kiedy byliśmy młodzi, dzieci wydawały się być kwiatami, o których wszyscy mówią. Tak dobrze było wychowywać maluchy w wiejskim domu, mieliśmy dużą rodzinę – dwie córki i dwóch synów. Przy śniadaniu wszyscy zawsze hałasowali i rozmawiali; przy obiedzie było jeszcze głośniej. Później niektóre dzieci przeniosły się do sąsiedniej wsi, a niektóre wyjechały do miasta w poszukiwaniu lepszego życia. Mimo to moja żona i ja nigdy nie czuliśmy się samotni. Dzieci często dzwoniły i odwiedzały nas, ale z biegiem lat wszystko się zmieniło.

Po udarze moja żona nie wstaje już z łóżka, jest do niego przykuta, a dzieci w ogóle nie chcą nas odwiedzać. Ja jestem już stary i przydałaby mi się pomoc synów lub zięciów przy opale, ale nikt nie przychodzi.

Jedyny raz, kiedy zdecydowałem się pojechać do miasta do córki, bo to nie było tak daleko, a żeby zatrudnić kogoś do opieki nad żoną, karmienia jej i tak dalej, musiałem sprzedać swoją pilarkę. Z tych pieniędzy opłaciłem “pielęgniarkę”, kupiłem bilet do miasta, chciałem też coś przywieźć córce. Ani ona, ani zięć nie byli zadowoleni z mojej wizyty. Wnuk ma dopiero pięć lat, niewiele jeszcze rozumie, ale kiedy wybiegł mi na spotkanie przytulił się, a potem zaczął zatykać nos palcami i mówić, że cuchnę było mi bardzo przykro. Obawiam się, że tej samej nocy odesłaliby mnie do domu, gdybym nie dał im pieniędzy.

Tak trafiłam do rodziny, ale zapłaciłem za  nocleg… Zięć odwiózł mnie na dworzec dzień później, więc choć zaoszczędziłem na pielęgniarce płacąc jej mniej, to jednak zaszkodziło to postawie moich dzieci. Nasze dzieci są rozproszone, nie mają czasu dla rodziców. Bardzo się boję, żeby nie były kiedyś w takiej sytuacji jak ja i moja żona – ich dzieci też mogą wyjechać daleko, nie dzwonić, nie odwiedzać, a myśleć tylko o pieniądzach.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *