Mój mąż i ja zawsze chcieliśmy mieć syna. Kiedy urodził się nasz Jan, byliśmy nad wyraz szczęśliwi. Tak się złożyło, że poród był ciężki i po nim powiedziano mi, że już nie będę miała dzieci. Myślę, że właśnie to sprawiło, że bardziej przejmowaliśmy się i martwiliśmy o naszego synka. Ile jest historii o chorych dzieciach, ile jest historii o dzieciach, które obrały zły kierunek i zniszczyły sobie życie? Bardzo baliśmy się, że zostaniemy rodzicami “zagubionego” dziecka, dlatego poświęciliśmy mu dużo uwagi i miłości.
Jako dziecko Janek był wspaniałym, bardzo kochającym chłopcem. Moje serce wciąż boli, gdy wspominam jego słowa: “Mamusiu, jesteś najlepszą mamusią na świecie!”
Nie posłaliśmy go do przedszkola, ale od czwartego roku życia zabieraliśmy go na zajęcia w grupie dzieci, żeby mógł nauczyć się czytać i liczyć. Nie próbowaliśmy go stresować żadnymi dodatkowymi zajęciami, ale zachęcaliśmy do gry na gitarze czy w koszykówkę. Nie szczędziliśmy wydatków na zabawki czy ubrania.
Dzięki nowemu telefonowi i temu, że mój mąż codziennie rano odwoził go do szkoły “fajnym” samochodem, w późniejszym okresie życia był popularny wśród dzieci w szkole. Miał wielu przyjaciół, ale zawsze kontrolowaliśmy, jacy oni są. Przez długi czas nie pozwalaliśmy mu wychodzić późną porą, nie zostawialiśmy go bez nadzoru i opieki. Ale jako nastolatek zaczął walczyć sam ze sobą: pogorszyły się jego oceny, do jego mowy zaczęły wślizgiwać się pierwsze przekleństwa. Jego nowe zainteresowania, takie jak krzycząca muzyka szokowały nas. Znalezienie wspólnej płaszczyzny porozumienia stało się trudniejsze.
Znajomi mówili, że to minie, że wystarczy przeczekać trzynastkę, potem czternastkę, albo liceum… I nagle Janek nie pojawił się w domu na noc w wieku szesnastu lat. Bez uprzedzenia nas został na noc u jakiegoś znajomego. Świetnie się tam bawił. Wrócił do domu wcześnie rano, śmierdzący jak beczka piwa, z papierosami i prezerwatywami w plecaku. Nie wiem, co robić i co myśleć. Jestem na straconej pozycji. Mój mąż próbował ukarać Jana, pozbawiając go pieniędzy i grożąc, że nie zapłaci za studia. I wtedy Janek powiedział:
– Nie potrzebuję. Założę własny zespół i będę podróżował po świecie. I nigdy nie będę miał dzieci!
Bardzo się starałam być dobrą matką. Gdzie popełniłam błąd? Czy moja uwaga była zbyt duża i nie dostrzegałam tego, czego potrzebował mój syn?
Zatęskniłam za swoim dawnym dzieckiem i czuję, że nie ma już odwrotu…