Gdyby moja mama nie chwaliła się przez telefon co drugi dzień, ile cukinii wyhodowała, i gdyby nie wspominała o wiśniach usianych owocami, nie miałabym najmniejszych pretensji do niej. Nierzadko ma dobre zbiory, co daje jej i ojcu możliwość zrobienia wielu przetworów – ogórków, pomidorów, bardzo smacznych śliwek czy jabłek. Piwnica jest zaopatrzona w ziemniaki, a zamrażarka w warzywa. Moja rodzina też zwykle dostaje sporo rzeczy – mama przekazuje trzy duże torby zwykle wtedy, gdy wpadamy z żoną w odwiedziny.
Ale w tym roku zostaliśmy niemile zaskoczeni.
Moja mama i synowa trochę się pokłóciły o imię dla dziecka. Każda zaproponowała swoje, a ja stałem po stronie żony. Nawet nie dlatego, że szedłem wbrew matce, ale dlatego, że bardziej podoba mi się imię “Franek” dla mojego syna. A moja matka tak się obraziła, że do dziś zachowuje się wobec mojej żony chłodno. A na początku sierpnia, kiedy moja żona pojechała na wieś, żeby pobyć na łonie natury, świeżym powietrzu, wróciła do domu z pustymi rękami.
Tak więc moja żona była tam rozpieszczana, wszystko było dla niej przygotowane, ale poza tym obiecanych zbiorów nie było. Czereśnie wszystkie zostały zebrane, ogródek warzywny był pusty, rosły tylko samotne dynie. Niezręcznie było pytać o to matkę, więc poruszyłem ten temat z ojcem w przerwach między kolejnymi pytaniami.
– Czy ty i mama mieliście dobre zbiory? W tym roku nie rośnie, prawda?
– Pewnie, że tak! – odpowiedział mój ojciec. – Czereśni było tak dużo, że nasz sąsiad przez trzy dni z rzędu zbierał je ze wszystkich drzew. I urosło mnóstwo malin! W ogrodzie też super – twoja mama codziennie przynosi zbiory do domu.
– To dlaczego nic nam nie daliście? Nie byłem u was, miałem nadzieję, że dostanę coś z ogrodu.
– Potrzebujesz czegoś? Słyszałem, że macie wszystko. Jeśli ty masz, to wolimy dać sąsiadom, niż wyrzucić. Jest tu dużo dzieci, które zjedzą jagody i ziemniaki.
Zrozumiałem, że mama zrobiła to specjalnie. Nadal ma pretensje do synowej, więc oddaje plony sąsiadom, byle nie nam. Oczywiście, moja żona mogła powiedzieć, że coś chcemy. Ale jak moja matka mogła potraktować to poważnie i po raz pierwszy w życiu nie dać nic swojemu jedynemu synowi?