Mój Marek stara się być pomocnym i dobrym dla wszystkich oprócz siebie i swojej rodziny. Może mnie oszukiwać, może pozbawiać dziecko pewnych rzeczy , może pożyczać pieniądze od mojej mamy, ale nie dla nas czy nawet dla siebie, tylko dla innych ludzi. Sami żyjemy raczej biednie.
Ja pracuję w pralni chemicznej, czasami dorabiam jako kelnerka w kawiarni, a w przerwach między tym zaprowadzam dziecko do przedszkola, podczas gdy Marek wynajmuje mieszkania, jest pośrednikiem. Ale zawsze ma pecha albo do wynajmujących, albo do klientów – którzy wyłudzą pieniądze albo nie płacą … Na szczęście mamy mieszkanie, dostaliśmy je od babci i Marek nie jest “szewcem, który bez butów chodzi “, ale to nie ułatwia mi życia.
Gdy mój mąż ma dobre dni, to albo przepija wszystkie pieniądze ze znajomymi, albo rozdaje je tym znajomym. Najbardziej złości mnie to, że za przyjaciela ma starszego sąsiada. Jest na emeryturze, nic nie robi tylko siedzi w domu i wydaje polecenia Markowi, żeby umył mu okna, kupił zakupy, zawiózł do szpitala. To tak jakbyśmy mieli drugie dziecko. Czasami Marek chce sam kupować mu artykuły spożywcze. To znaczy, że nie możemy kupić cukierków czy truskawek dla pięcioletniego dziecka, bo Marek wtedy nie ma za co kupić dziadkowi kaszy, chleba i mleka na dokładkę.
– Jego emerytura to grosze, wiadomo.
– Więc niech mu krewni pomogą. On zawsze mówi o dorosłych wnukach, więc niech oni pomogą…
Ale Marek tylko macha ręką, mówiąc, że ja nie rozumiem i w ogóle, jestem egoistką, nie myślę o nikim. Ale ja myślę !!! Rośnie nam dziecko, niedługo pójdzie do szkoły i tylko ja muszę oszczędzać na mundurki szkolne i inne rzeczy, bo Marek pomoże sąsiadom. Matka Teresa! I nie da się zmienić jego zdania ani otworzyć oczu na to, że ludzie go wykorzystują.
Uważam, że najpierw trzeba zapewnić byt sobie i swojej rodzinie, a potem można myśleć o innych. Nie powinniśmy dawać każdego grosza innym, gdy nam brakuje.
