Zanim zgodziłam się zostać z wnukami na weekend, zięć naprawdę mnie zdenerwował. Jak zwykle nagle postanowił z moją córką gdzieś pojechać, odpocząć od życia rodzinnego i zostawić mi dwójkę wnuków. Często w ogóle mi to nie przeszkadza, ale nie lubię, gdy wszystko jest spontaniczne. Potrzebuję stabilności, pewności i bycia wcześniej powiadomioną o wszystkim. A co jeśli ja też mam plany? No i potrzebuję trochę czasu, zanim przyjadą dzieci , żeby zmienić pościel, wyjść po zakupy, coś ugotować, a zięć pojawił się wieczorem, porzucił wnuki ze słowami: ,,Zostają do niedzieli”.
Nie zgodziłam się na to, bo nie było nic na obiad i powiedziałam zięciowi, żeby przywiózł je jutro albo zawiózł mnie do sklepu, na co on odpowiedział, że nie ma czasu. No cóż, jeśli on nie ma czasu, to ja też mogę nie mieć czasu na siedzenie z jego dziećmi ….
Pokłóciliśmy się i on przez jakiś czas siedział z synami w salonie, a ja piłam valium, dochodząc do siebie. Po tem wyszedł, a ja poszłam z wnukami do sklepu.
Pierwsza noc minęła spokojnie, chłopcy prawie się nie kłócili, byli mi posłuszni. Po południu byli już zrzędliwi, nie chcieli jeść zupy, a ja z trudem położyłam ich do łóżek i sama zasnęłam oglądając telewizję. Najmłodszy obudził mnie i przyniósł prace plastyczne.
– Skąd ty to masz? – zapytałam z przerażeniem, odbierając zmięte i pobazgrane papierowe kulki.
-Były w pudełku w szafie – pochwaliło się dziecko.
Razem z bratem zdążyli pomalować i podrzeć wiele moich pieniędzy. Ja oszczędzałam co miesiąc z emerytury, a oni, te małe diabły, poszli i zrobili coś takiego!
Córka tylko potrząsnęła głową i obiecała wymienić pieniądze w banku, a zięć uśmiechnął się, pouczając mnie, że pieniędzy nie należy chować do szafy. Tylko skąd on wiedział, że są w szafie? Ja nigdy mu nie powiedziałam, bo to była skrytka.
Myślę, że zięć znalazł moje pieniądze albo coś zobaczył i celowo zachęcił dzieci do zniszczenia pieniędzy. W zemście za tamtą kłótnię.
