Z moim mężem jakoś unikaliśmy tematu dzieci. Na początku naszego związku ustaliliśmy, że nie powinniśmy myśleć o tym do trzydziestki, dopóki nie będziemy mieli własnego mieszkania i stabilizacji. Kto wiedział, że od dwudziestego piątego roku życia będziemy mieli szczęście mieszkać we własnym mieszkaniu, które mój mąż odziedziczył po śmierci swojego ukochanego dziadka, który wszystko zapisał w spadku wnukowi, i że wszystko będzie mniej więcej ustabilizowane, i że ja sama będę chciała mieć dziecko przed trzydziestką?
Bałam się rozmawiać o tym z mężem, więc próbowałam poznać jego stanowisko poprzez jego wypowiedzi i na pierwszy rzut oka nie był przeciwny posiadaniu dziecka. W sprawdzeniu jego chęci pomogła mi przyjaciółka. Tak się złożyło, że miała pilną potrzebę pojechać do domu w odwiedziny do chorej matki, a nie chciała ciągnąć dzieci. Jedno miało cztery lata, a drugie dwa. Poprosiła mnie, żebym popilnowała ich do niedzieli, a ja chętnie się zgodziłam.
Mój mąż też na początku był podekscytowany. Nie dogadywał się tak dobrze z dziećmi i był wyczerpany już przy piątku, ale nadal wszystko było dobrze. To dało mi nadzieję na nadchodzącą rozmowę o własnych dzieciach. Chciałam poruszyć ten temat w niedzielę, kiedy moja przyjaciółka będzie odbierała dzieci. Niestety, nie miałam szczęścia. Moja przyjaciółka się spóźniała. Nie mogła mnie uprzedzić, a mój mąż od razu wpadł w panikę.
– Ona porzuciła swoje dzieci! Jest samotną matką, nie miała gdzie ich umieścić, więc porzuciła je na nam, prawda? Chyba nie oczekuje, że wychowamy je za nią, prawda? Nie jestem gotowy na dzieci!
Koleżanka wzięła je w poniedziałek, ale mój mąż bardzo ją prosił, żeby tak nie robiła, kiedy obiecuje, że będzie w niedzielę, to ma być w niedzielę i w ogóle, żeby nie zostawiała nam dzieci, bo to “niewygodne”.
Zdaję sobie sprawę, że to za wcześnie na poruszanie tematu dzieci, ale zastanawiam się… czy on kiedykolwiek będzie gotowy na dzieci? Co jeśli tracę tylko czas i kiedy będziemy mieli trzydziestkę, on nadal nie będzie chciał mieć dzieci? A zegar biologiczny tyka.