Moja matka od osiemnastego roku życia stresowała mnie myślami o małżeństwie. Jej życie osobiste nie układało się, nie była długo mężatką, a w dodatku przez mojego ojca popadliśmy w długi, dlatego miała nadzieję, że chociaż ja poznam jakiegoś fajnego chłopaka. Ale niestety, tak się nie stało. Nie byłam specjalnie zainteresowana znalezieniem męża, a faceci, którzy próbowali się do mnie zalecać, wcale mi się nie podobali.
Matce bardzo przeszkadzało, że miałam dwadzieścia pięć lat, byłam samotna i bezdzietna, podczas gdy moje koleżanki już dawno wyszły za mąż i miały dzieci. Ja za to miałam stałą pracę i świetne dochody.
Ciągłe gadanie mojej matki i próby zawstydzenia mnie za to, że jestem sama i bez dziecka, zachęciły mnie do adopcji czteroletniego chłopca. Myślałam o tym od dawna, ale miałam nadzieję, że zrobię to później, gdy będę miała własną rodzinę.
Moja mama była zszokowana tym, co zrobiłam. Uważała, że chłopiec jest dzieckiem obcego człowieka i nie rozumiała, dlaczego mam dźwigać ten ciężar. Ciągle mówiła, że jeszcze mogę zmienić zdanie.
– Możesz odesłać go do sierocińca. Jeszcze nie masz własnego dziecka, a już bierzesz cudze! Jaki mężczyzna spojrzy na ciebie jeśli będziesz mieć już syna?
Moja matka całkowicie się pomyliła. To właśnie po pojawieniu się chłopca w moim życiu poznałam pierwszego prawdziwego chłopaka i bardzo szybko wyszłam za niego za mąż. On miał pieniądze, ja też, więc chłopiec nigdy niczego nie potrzebował, ale moja matka nie chciała go pilnować. Nie lubiła chłopca, ciągle próbowała mu przypominać, że nie jest moim synem, że jest adoptowany. Aby nie urazić dziecka i nie sprawić, by czuł się “nie swój” w naszej rodzinie, ograniczyliśmy mu kontakty z babcią jak tylko się dało.
Nie myślę jeszcze o swoich dzieciach, bo jest ten chłopiec i to taki, że z mężem nie potrzebujemy więcej. Z jakiegoś powodu myślałam, że moja mama też się uspokoi, gdy będzie miała wnuka, ale on nie był tym, czego chciała.
Czego brakuje tej kobiecie w życiu? Jej córka jest szczęśliwa, ma już męża, ma syna… Nie rozumiem mojej matki. Czy naprawdę tak ważne jest wychowanie dziecka z własnej krwi? Dlaczego to jest takie ważne?