Moi rodzice nigdy nie poświęcali mi wystarczająco dużo uwagi. Mama pracowała jako krawcowa siedem dni w tygodniu, a tata był ciągle w biurze. Spłacali kredyt na mieszkanie, a ja byłem niechcianym dzieckiem, ciężarem, który spadł im na głowę, a oni nie mieli odwagi się mnie pozbyć. Ponieważ moi rodzice mieli napięte stosunki z krewnymi, nie można było przekazać mnie dziadkom, a ja zawsze czułem się bardzo samotny.
Nauka nie szła mi najlepiej, ale nie byłem za to besztany, oni nie mogli lub nie chcieli poświęcić chwili, by pomóc mi w odrabianiu lekcji. Nie chodziłem do żadnych klubów, prawie do ukończenia szkoły przesiadywałam z dzieciakami z sąsiedztwa.
Tak leciał czas. Dorosłem. Byłem zajęty pracą i nauką gdy poznałem Weronikę. Była nie tylko piękna i mądra, ale także zabawna, dowcipna i interesująca. Dosłownie biegałem za nią, zapraszając ją na randkę i stał się cud – powiedziała tak.
Zawsze chciałem dla niej jak najlepiej: Gotowałem, kupowałem kwiaty, dawałem prezenty. Musiałem ją tym przekupić, bo zaproponowała mi wspólne mieszkanie. I przedstawiła mnie swojej rodzinie cztery miesiące po tym, jak zaczęliśmy nasz związek. A jakich miała wspaniałych rodziców!
Ja sam zawsze żyłem w braku miłości rodzicielskiej, a rodzina Weroniki dosłownie otoczyła mnie opieką. Miała dużą hałaśliwą rodzinę, zawsze wesołą, z żartami i piosenkami. Właśnie dlatego Weronika była taka, jaka była. W tej dziewczynie i jej rodzinie znalazłem swoje miejsce i tak bardzo bałem się je stracić, że oświadczyłem się Weronice w szóstym miesiącu naszego związku. Bałem się, że nie odważy się wyjść za mnie w wieku dwudziestu lat, ale nie odmówiła.
Jakoś tak się złożyło, że zaraz po ślubie dowiedzieliśmy się, że jest w ciąży, i szczerze mówiąc, było to najlepsze dziewięć miesięcy naszego życia – w ekscytującym oczekiwaniu na cud. I w dodatku urodziły nam się bliźniaki.
Teraz sam jestem rodzicem, dorosłym człowiekiem, który od czasu do czasu zmaga się z pracą lub problemami finansowymi, ale jakoś zawsze mam czas dla moich dzieci i mojej żony. Nie chcę oskarżać moich rodziców o udawanie czy brak chęci, ale naprawdę wierzę, że każdy rodzic jest w stanie znaleźć czas i energię dla swojego dziecka, niezależnie od tego, jak bardzo jest zajęty. Dla mnie moja własna rodzina, szczęśliwa, duża, rozrastająca się, potwierdza tylko, że moi rodzice w pewnym momencie po prostu nie chcieli być “rodzicami”. Tak samo jak teraz wcale nie chcą być “dziadkami”.