Moja czternastoletnia córka ma ostatnio coraz więcej nieprzewidzianych wybuchów emocjonalnych. Martwi się o szkołę, o swoje oceny, o to że opuści chór jeśli pójdzie na studia. Rozumiem to wszystko i staram się ją wspierać, ale zadziwia mnie i przeraża, kiedy potrafi być dla mnie nieuprzejma i obraźliwa bez żadnego powodu, albo kiedy zniża się do niszczenia wszystkiego wokół siebie.
Ostatnio coś ją zdenerwowało przy kolacji, gdy patrzyła na swój telefon i albo przypadkowo, albo celowo przewróciła na podłogę kubek z herbatą. Filiżanka została rozbita na kawałki, a moja córka krzyczała na mnie, żebym jej nie beształa.
Moje serce tonie, gdy nie rozumiem, co ją tak wkurza. Moja mama też to zauważyła, i ona zrobiła jej o wiele gorsze rzeczy – zdecydowanie złośliwie przewróciła płytki w łazience po tym, jak pokłóciły się o “modność” remontu. Mama stała na stanowisku, że moda wraca i te kafelki są modne, córka oczywiście skrzywiła się, a potem to już wszystko – połamane kafelki, mama we łzach i domagająca się, żeby więcej nie pozwalać wnuczce do niej przychodzić.
Wygląda to tak, jakby nie potrafiła opanować emocji i wyraża swoją złość w każdy znany jej sposób.
Niektórzy mówią, że to wszystko przez to, że dorasta tylko ze mną, podczas gdy jej ojciec trucker jest gdzieś tam; moi rodzice uważają, że ma za sobą okres dojrzewania i trzeba coś z tym pilnie zrobić; jej nauczycielka upiera się, że to stres związany z nauką i presją szkoły. A ja nie wiem, co myśleć.
Ale jak mam się zachować w przyszłości? Odpuścić sytuację i wspierać? Nawet wtedy, gdy ona wszystko psuje i robi to celowo? Ktoś mógłby zasugerować, żeby zabrać ją do psychologa, ale czy próbowaliście kiedyś zasugerować to nastolatkowi? Mam na myśli, że będzie urażona i pomyśli, że nawet jej własna matka uważa, że jest wariatką.