Moja Maria wszystko bierze bardzo do siebie. Zawsze miała mnóstwo zmartwień i kompleksów, a po urodzeniu dziecka uległy one zaostrzeniu. Nie dość, że wcześniej mój tata nazwał ją “pulchną “, to jeszcze później miał czelność nazwać ją “kobyłą”, gdy przyjechał ze mną i rodzicami Marii odebrać ją i wnuczkę ze szpitala.
Moja żona była tym bardzo urażona. Maria była bardzo obrażona, dużo płakała z tego powodu, katowała się ekstremalnymi dietami i przez to wcześnie straciła mleko. A to były tylko dodatkowe problemy dla nas, jako młodej rodziny z malutkim dzieckiem.
Stanąłem w obronie żony, argumentując, że ojciec musi przeprosić, ale nie chciał. Pokłóciliśmy się przez telefon i to było wszystko. Moja duma nie pozwoliła mi zadzwonić do niego, a on też nie chciał zrobić pierwszego kroku. Zadzwonił do mnie prawie dwa miesiące później. I to nie z przeprosinami. Podczas gdy moja Maria cierpiała, on dzwonił, żeby zapytać, co zamierzam kupić mamie na urodziny. Bo ona zrobiła listę prezentów, a jego samego nie stać na wszystko. Chce, żebym wyłożył pieniądze.
A ja chcę, żeby tata przeprosił moją żonę i zachował się jak należy. Myślę, że to dużo łatwiejsze niż proszenie o pieniądze. Moja matka wie, że ja i żona nie możemy dać jej czegoś drogiego, a ojciec i tak uznał, że mnie o to poprosi. Chyba stwierdził, że nie spodziewamy się już żadnych przeprosin. On zawsze coś mówi bez zastanowienia i nie zdaje sobie sprawy jak to rani innych ludzi i że ma konsekwencje.