Wróciłаm do pracy i wieczorem przeszłam tą samą drogą. Nie mogłаm jednak znaleźć Dawida.

Razem z mężem postanowiliśmy przeprowadzić się do miasta. Moi rodzice zostali na wsi, my uznaliśmy, że musimy spróbować czegoś nowego. Szybko wynajęliśmy mieszkanie i równie szybko zapisaliśmy naszą córkę do przedszkola. Szczęście zdawało się przychodzić do nas samo. Miasto nas przyjęło.

Dostałam pracę. Mąż zaproponował, że odbierze mnie samochodem. Ale odmówiłam. Po prostu lubię chodzić. A pogoda tej jesieni była dobra, sucha i ciepła. Idąc do domu mijałam budynek otoczony drutem. Myślałam, że to jakaś placówka, okazało się, że to dom dziecka. Nie było to zbyt przyjemne miejsce, budynek wyglądał jesienią tak ponuro i samotnie.

Pewnego dnia wracałam z pracy i zobaczyłam chłopca w wieku około czterech lat. Sumiennie wkładał liście w siatkę ogrodzenia. Uśmiechnęłam się do niego i powiedziałam: “Cześć”. Chłopczyk nie odrywał oczu od swojej pracy i też powiedział: “Cześć”. Miał takie brązowe oczy, że przypominał mi mojego brata w dzieciństwie.

Zatrzymałam się, znalazłam w torbie kilka cukierków i wręczyłam je mojemu nowemu znajomemu. “Jak masz na imię?” zapytałam. “A po co ci to?” – zapytał malec. A potem spojrzał na mnie i dodał: “Dawid”. Wtedy nauczycielka zawołała go, a dziecko pomachało mi i pobiegło do innych dzieci.

Przez całą drogę szlam i uśmiechałam się do siebie. Był taki słodki. Nie rozumiałam, jak można zostawić tak małe dzieci w sierocińcu. Moja córka ma trzy lata i nie mogłam sobie wyobrazić, co mogło by się stać z moją małą dziewczynką.

Powiedziałam o tym mężowi. Od tego dnia codziennie wieczorem chodziłam do sklepu, żeby kupić Dawidowi coś do jedzenia. Zaprzyjaźniliśmy się i dziecko cały czas czekało na mnie przy ogrodzeniu.

Pewnego dnia rano zadzwonił do mnie ojciec i powiedział, że matka źle się czuje. Musiałam wyjechać na dwa tygodnie. W pracy wzięłam urlop. Na szczęście moja mama wyzdrowiała.

Wróciłam do pracy i wieczorem wybrałam się w tę samą drogę. Nie mogłem jednak znaleźć Dawida w pobliżu ogrodzenia. Na placu zabaw przy budynku bawiły się dzieci i zapytałam dziesięcioletnią dziewczynkę: “Czy wiesz, gdzie jest Dawid? “. Dziewczynka odpowiedziała, że jest chory. I wtedy podeszła do mnie nauczycielka i spojrzała na mnie niemiłym wzrokiem.

– Ostrzegałam, dziecko nie jest zabawką. Przyzwyczaiło się do ciebie. A potem zniknęłaś. A Dawid codziennie czekał na ciebie przy płocie. Teraz jest chory, ma zapalenie oskrzeli. Ale chłopiec tęskni za domem i w ogóle nie chce jeść- zbeształa mnie nauczycielka. To wszystko przez ciebie!dodała.

W drodze do domu dusiłam w sobie łzy. Jak mogłam do tego dopuścić. Dziecko było do mnie przyzwyczajone, nie miałam pojęcia, że mogę tak bardzo zranić małe serce. Co ja sobie myślałam! Myślałam o sobie, o swoich uczuciach, ale nie o Dawidzie. Nie miałam żadnych wymówek. Oswoiłam dziecko, a potem po prostu zniknęłam z jego życia.

Opowiedziałam o swoim smutku mężowi. A kiedy położyliśmy się do łóżka, nie mogłam spać, tylko wpatrywałam się w sufit. Mąż przytulił mnie: “No, chcesz, żebym jutro zwolnił się z pracy i sprawdzimy, co z Dawidem?” – zapytał. “Oczywiście, że tak!” wykrzyknęłam, jakbym znalazła rozwiązanie trudnego problemu. Dowiedzieliśmy się, gdzie jest Dawid. Moja córka wybrała dla niego najlepszą zabawkę, a ja kupiłem jabłka i cukierki. Musiałem skłamać, że jesteśmy krewnymi, bo inaczej by nas nie wpuścili.

Dawid stał przy łóżku i patrzył przez okno. Był taki mały, taki kochany. Nie śmiałam do niego zawołać, nie wiedziałam, jak zareaguje.

A kiedy się odwrócił, z całej siły objął mnie w pasie ramionami: “Wiedziałem, że przyjdziesz. Wiedziałem!”. On płakał i ja płakałam. A kiedy spojrzałam na mojego męża, zobaczyłam, że po jego twarzy też toczą się łzy.

Mój mąż jest poważnym, silnym mężczyzną, ale on płakał. A potem mój mąż podszedł do Dawida, usiadł obok niego i powiedział: “A wiesz, że to jest twoja prawdziwa mama, a ja jestem twoim tatą”. Nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji, ale mój mąż czuł w sercu, czytał w moich myślach, że nie będę mogła spokojnie żyć, dopóki nie zabiorę tego dziecka.

“Wiedziałem, wiedziałem!” zawołało wesoło dziecko.

Tylko musisz się dobrze odżywiać – dodał mój mąż. Musisz wyzdrowieć i wrócimy do domu.

Mój mąż nigdy nie rzucał słów na wiatr, więc ufałam mu całkowicie.

Szybko udało nam się załatwić wszystkie niezbędne formalności. Wychowawcy i dyrektor domu dziecka pomagali jak tylko mogli. I zostaliśmy rodzicami Dawida.

Moja córka chwali się wszystkim, że ma starszego brata. A ja jestem w ciąży. I za dwa miesiące będziemy mieli nasze trzecie dziecko. Tak oto przypadkowo spotkaliśmy nasze szczęście. Przecież szczęście naprawdę chodzi po ludziach, trzeba je tylko zauważyć i nie bać się po nie sięgnąć.

A wszystko dzięki temu, że lubię chodzić. O tym właśnie jest ta historia.

Czy uważacie, że bohaterka tej historii postąpiła słusznie, adoptując cudze dziecko? Czego byście jej życzyli?

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *