Mój brat, Marek, po ukończeniu studiów przeniósł się do innego, odległego miasta do pracy. Miał zamiar mieszkać tam tylko przez rok, zaoszczędzić i wrócić do rodzinnego miasta, by kupić mieszkanie. Ale los zadecydował inaczej. Poznał tam dziewczynę i postanowili się pobrać. Mój brat został tam. Nie znaliśmy jego żony. Tak się złożyło, że w czasie ich ślubu byłam w dziewiątym miesiącu ciąży i miałam wkrótce urodzić, więc postanowiliśmy, że nigdzie nie pojadę. Mój ojciec nie mógł wziąć wolego w pracy, więc na weselu była tylko moja matka. Moja matka nie kontaktowała się blisko z synową, po prostu ją poznała i tyle.
Pojechali w podróż poślubną, a moja mama wróciła do domu kilka dni później. Mama mówiła, że dziewczyna była ładna, uśmiechnięta i sympatyczna. Minęło kilka lat, a my nigdy nie poznaliśmy mojego bratowej.
Jednak w tym roku brat oznajmił nam wspaniałą wiadomość. Zaplanował wieloetapową podróż. Najpierw miał przyjechać do nas z żoną. Potem mieli pojechać na wesele koleżanki mojego brata, następnie wziąć udział w zjeździe klasowym, a potem spotkać się z rodzicami nad morzem i w końcu wrócić do domu. Mieli spędzić u nas dwa dni
. Nie widziałam w tym żadnego problemu. Prawda, że mieliśmy małe mieszkanie, ale do dyspozycji mieliśmy domek letniskowy moich teściów. Teściowa pozwoliła nam spędzić tam czas. Nie był on jednak od dawna remontowany, ale panowały tam zadowalające warunki do życia. Tego dnia byłam w dobrym humorze i czekałam na gości. Przyjechali. I od tego momentu zaczęły się problemy. Brat przedstawił mnie i od pierwszej chwili, gdy się spotkałyśmy, zaczęła narzekać, mówiąc, że w podróży było jej gorąco, głośno, niewygodnie i tak dalej.
Potem dotarliśmy do domku letniskowego. Postanowiłam ich oprowadzić. Moja bratowa patrzyła na prysznic i toaletę z takim wyrazem twarzy, jakby ją pocałował bezdomny. Wzięła brata na bok, pograli sobie, a potem brat poprosił mojego męża, żeby zabrał ich do miasta. Bratowa powiedziała, że nie będzie korzystać z tego prysznica. Pojechali do nas, ona się umyła, zrobiła makijaż i wróciła. Potem okazało się, że ona nie zje nic, co przygotowaliśmy.
A przygotowaliśmy najlepiej jak potrafiliśmy. Był tam gluten, tłuszcz i nie pamiętam co jeszcze. W efekcie jadła tylko warzywa, a nawet i na nie patrzyła podejrzliwie. A w pokoju, który dla nich przygotowaliśmy, nie chciała spać, więc wróciliśmy do miasta, do naszego mieszkania. A następnego dnia, gdy poszliśmy na spacer po mieście, była bardziej kapryśna niż mój trzyletni syn. Albo było jej gorąco, albo zaczęła ją boleć noga, albo się nudziła. Z wielką radością ich żegnałam. Zastanawiam się, jak mój brat znosił ją przez te lata. Załatwiła nas w zaledwie dwa dni.