Mój były mąż ma kochankę. W ogóle nie mam z tym problemu. Miałam nawet spotkanie z tą kobietą. Nie byłam na nią zła i uważałam, że to głupie kłócić się o niego.
Usiadłyśmy i porozmawiałyśmy. Okazało się, że jest dobrą kobietą. W trakcie rozmowy wydawało się, że jesteśmy przyjaciółkami od wielu lat.
Później oni postanowili urządzić wesele. Oczywiście nie takie prawdziwe. Nie miałam nic przeciwko temu. Pomogłam jej wybrać piękną suknię ślubną, a ona doradziła mi jaką suknię wieczorową założyć. Zdecydowali, że ceremonia odbędzie się u mnie w domu. Ja byłam świadkiem. Wszystko było bardzo romantyczne.
W dniu ślubu obudziliśmy się rano, zrobiliśmy ostatnie przygotowania i zaczęliśmy się szykować. Pomogłam jej założyć sukienkę. Po wszystkim obiecałyśmy sobie, że zawsze będziemy przyjaciółmi.
Ich noc poślubna odbyła się w naszym domu. Gdy mąż zasnął, ona zeszła do mojej kuchni, gdzie długo rozmawiałyśmy. To była miła i przyjazna rozmowa. Rzeczywiście, mamy ze sobą wiele wspólnego.
W ogóle nie przeszkadza mi ta sytuacja. Mogę nawet powiedzieć, że czuję się szczęśliwa. Bo się kolegujemy i spędzamy razem czas. Teraz mam z kim chodzić na zakupy, do parku czy na basen. Myślę, że nasza relacja zawsze będzie ważniejsza od relacji z jakimś mężczyzną.
Co sądzicie o tego typu przyjaźni?