Wyjazd nad morze planowałam już od 4 miesięcy. Oszczędzałam więc pieniądze, aby pojechać na wakacje. Miałam tylko jedną opcję – pojechać nad morze pociągiem. Nie chciałam jechać autem, bo kiepsko jeżdżę. Musiałam jechać 10 godzin pociągiem. Kiedy szłam po bilet, jedyne co mnie zdenerwowało to fakt, że nie było miejsc z kuszetką na dole, a ja chciałam miejsce na dole.
– Jeśli chce pani miejsce na dolne, może pani wrócić jutro, ponieważ wszystkie bilety z miejscami na dolne są teraz wyprzedane- powiedział kasjer.
Byłam przeszczęśliwa, gdy w końcu kupiłam bilet nad morze i to na takim miejscu, jakie chciałam. Nie chciałam leżeć u góry, bo nie mogłabym cieszyć się podróżą, nie chciałam za każdym razem męczyć sąsiadów i prosić o pozwolenie na siedzenie na dole. Nadszedł dzień podróży. Wyszłam do przedziału, zajęłam miejsce i zaczęłam podziwiać zachód słońca przez okno. W przedziale nie było nikogo poza mną, więc się cieszyłam, ale jak to mówią, nie należy się ekscytować zbyt wcześnie. Wkrótce dołączyła do mnie młoda para z 7-letnim dzieckiem. Ale najgorsze miało dopiero nadejść.
-Dzień dobry, pani położy się na górze, a ja i mój mąż będziemy na dole- powiedziała kobieta.
Byłam zaskoczona jej zuchwałością. Nawet nie zapytała, tylko nalegała, jakbym była zobowiązana ustąpić im mojego miejsca. Nie zgodziłam się, bo kupiłam bilet na to właśnie miejsce, a oni zmuszali mnie do przesunięcia się. Powiedziałam, że nie zmienię miejsca i jeśli nie dadzą mi spokoju, to to zgłoszę. Zdawali sobie sprawę, że nie dopną swego, bo na biletach mieli inne miejsca i nie wyrzucą mnie z mojego.
Doszłam do wniosku, że nie należy zawsze ustępować innym. Trzeba traktować bezczelnych ludzi bezczelnie.