Różnica wieku między mną a moim bratem wynosi 8 lat. On jest starszy. Ożenił się 3 lata temu. Chciał mieszkać w mieszkaniu żony, a nie u naszych rodziców. Ja byłem już żonaty od 7 lat, mamy 5-letniego syna i 3-letnią córkę. Moja żona pochodzi ze stolicy. Więc tam się przeprowadziłem. Dokładniej mówiąc, tam się poznaliśmy. Pracowałem w stolicy. Udało mi się tam zdobyć małe mieszkanie. Ale i tak w weekendy często bywałem w domu. Po ślubie zwykle rzadko pojawiałem się w rodzinnym mieście. Wraz z żoną kupiłem większe mieszkanie, żeby było przestronniejsze dla dzieci. A to małe było dla dzieci, na przyszłość. Od czasu do czasu wpuszczałem tam lokatorów.
Niedawno otrzymałem wiadomość, że mój brat przyjechał do nas z rodziną i czeka na mnie na stacji kolejowej. Udałem się tam natychmiast. Oczywiście ucieszyłem się, że zobaczę brata. Nie widzieliśmy się od dawna. Nie było mnie w domu przez 4 miesiące. Potem zadzwonili rodzice. Zapytali, czy goście przyjechali i zaczęli podpowiadać, że hotele w stolicy są zbyt drogie, byłoby świetnie, gdybym umieścił brata, jego żonę i syna w swoim mieszkaniu.
Nie chciałem odmawiać, ale w tym czasie miałem w mieszkaniu lokatorów. Nie mogłem ich tak po prostu wyrzucić. Zjedliśmy obiad, moja żona ugotowała szybki posiłek. Zaproponowała spacer po mieście, abym mógł oprowadzić wycieczkę. W międzyczasie ona miała przygotować coś smacznego na kolację. Zgodziliśmy się. Oprowadziłem ich po mieście. Chodziliśmy dużo, byliśmy bardzo zmęczeni. Zabrałem ich na lody na własny koszt, a siostrzeńca na karuzelę. Nie zdążyliśmy wiele zobaczyć. Poszliśmy na kolację. Jedliśmy, siedzieliśmy i jeszcze trochę rozmawialiśmy. Bez zastanowienia zaproponowałem, że mogę zadzwonić po taksówkę do hotelu. W pierwszej chwili nie do końca zrozumieli, myśleli, że żartuję. Ale powtórzyłem pytanie. Przecież nie powinni iść pieszo, prawda? Nie mieszkamy w ścisłym centrum.
Brat pytał o moje mieszkanie, ale żona wyjaśniła, że jest zajęte. Wtedy zaczął rzucać mi w twarz obelgi. Jakbym miał zapewnić krewnym mieszkanie, a nie zostawić ich na pastwę losu. Proponowałem różne opcje: chciałem zarezerwować hotel, hostel, zapytać znajomych o wynajem mieszkań. Ale oni, oczywiście, wszystko odrzucali. To jasne, że chcieli przyjechać do stolicy i żyć na mój koszt.
Uważam, że potrafię zarządzać własnym mieszkaniem, na które sam zarobiłem. Nie jestem nikomu nic winien!