– Zostawcie mojego syna w spokoju! – Matka Marka wykrzyknęła od progu.
Magda po raz pierwszy ją widziała. Znała ją tylko ze zdjęć.
– Postanowiliśmy się zaręczyć – wyszeptała zdezorientowana dziewczyna.
– Zdecydowali się! A czy mnie zapytali? Ja ciężko pracuję przez dziesięć lat, żeby mój syn mógł wprowadzić do domu takiego żebraka? A co dali twoi rodzice? Dwupokojowe mieszkanie w domu z płyty! A ja kupiłam synowi apartament w nowym budynku, z importowanymi meblami. Kupiłam samochód. Dobre rzeczy muszą przyjść do dobrych rzeczy. Znajdzie sobie dobrą partię. A ty, dziewczyno, zejdź nam z drogi.
– To pani decyzja czy Marka ?
– A po co go pytać?! Zrobi, jak mówię! Trzaskając drzwiami, kobieta wyszła z mieszkania. Marek czekał na nią w samochodzie.
Po ochłonięciu Magda zadzwoniła do swojego chłopaka.
– Co powinniśmy zrobić? – zapytała z rozpaczą. – Czekamy przecież na dziecko.
– Widać, że moja matka jest przeciwna naszemu małżeństwu. A dziecko… Nie wiem, co robić…
– Urodzę…
Kilka dni później Magda została zaatakowana przez złodzieja. Ukradł jej starą komórkę, portfel z kilkoma stówami i klucze do mieszkania. Dodatkowo dotkliwie ją pobił. Magda straciła swoje dziecko.
Dręczyła ją myśl, że ten “napad” nie był przypadkowy. Magda próbowała wyciągnąć coś od Marka. On odpowiedział:
– Nie powinnaś była wychodzić tak późno.
– Wracałam z pracy do domu – usprawiedliwiła się.
Ale on już się rozłączył. I nigdy nie znaleźli sorawcy…
Strzegła swojej samotności jak klejnotu, którego nie mogła się pozbyć. Nie dopuszczała nikogo do siebie.
– Magduś, moja córko, nie możesz żyć z wiecznym smutkiem – westchnęła jej matka.
…Grudzień przyniósł pierwszy śnieg. Słońce zerknęło na zewnątrz. Magda miała wolny dzień. W południe poszła do parku. Już na ulicy przypomniała sobie, że nie wzięła komórki. Ma klientkę, do której musi zadzwonić. Chciała, żeby włosy były zrobione rano. Musi potwierdzić godzinę. Nie chciała jednak wracać do domu. Podobno to przynosi pecha…
Zimne zimowe słońce spieszyło ku zachodowi. Park wyglądał uroczo. – Która jest teraz godzina? – Magda zapytała samą siebie. Przy ławce mały chłopiec stukał orzeszkami, żeby zwabić wiewiórkę.
– Twoje ręce są zimne jak lód – powiedział ojciec, zabierając dziecku orzeszki.
– Przepraszam, która jest godzina – zwróciła się Magda do mężczyzny.
– Na zegarze – początek zimy, – zażartował nieznajomy. – A jest około czwartej. Mały chłopiec spojrzał na Magdę zapłakanymi oczami. I ledwie słyszalnie zastukał orzeszkiem w orzeszek.
– A ty pukaj głośniej. Wiewiórka nie słyszy. Ale wiewiórki nie było. Chłopiec spojrzał na Magdę z rozczarowaniem.
– Wiewiórka musi siedzieć w dziupli. Jest pierwszy śnieg. Nie jest jeszcze przyzwyczajona do zimna, jest zmarznięta. A następnym razem na pewno przyjdzie po orzechy. Twarz małego chłopca rozjaśniła się.
– Jesteś miła – powiedział chłopiec.
– Tak samo miła była moja mama.
– A dlaczego była? – Magda zapytała zdziwiona.
– Chciała dać Maksowi młodszą siostrę, ale…
– Masz na imię Maks? – Zmieniła temat, bo widziała, że jej rozmówca ma z tym kłopot.
Następnego dnia wolnego od pracy znów wybierała się do parku w samo południe. Włożyła do kieszeni kilka orzeszków. Chciała zobaczyć małego Maksa. I może uda jej się zwabić wiewiórkę.
(…) Magda i Grzegorz, tak miał na imię ojciec chłopca, nie mogli się doczekać tych spotkań. Nie zaplanowanych. Jakby przypadkowych. Już Maks nie chował się za ojcem, gdy ją widział.
…Rok później, na początku zimy, w parku, w tym samym miejscu, gdzie Magda po raz pierwszy rozmawiała z Grzegorzem, oświadczył się jej. Zaproponował jej swoją miłość i serce.
– Na zegarze jest początek zimy. Niech ten czas będzie początkiem naszego przeznaczenia – powiedział podekscytowany…
… W centrum handlowym Magda zobaczyła Marka. Chciała go minąć. Ale on szedł w jej stronę.
– Jak się masz? – Zapytał.
– … Ja mam rodzinę. A ty?
– Jeszcze nie. Przepraszam za przeszłość… Moja matka… chce…
– Muszę już iść. Wszystkiego najlepszego!
…I tak oto ten listopad odpędził deszcze. Jakby za sprawą magii, grudzień zabłysnął słońcem.
– Chłopaki, przygotujcie się na spacer. Maks, gdzie są twoje rękawiczki ? Znowu je zgubiłeś? – zażartowała Magda.
W parku było tłoczno. Magda zatrzymała się przy ich “historycznej” ławce.
– Grzegorz, która to już godzina? – zaśmiała się.
– Na moim zegarku to początek zimy.
– I początek nowego życia, – powiedziała tajemniczo. – Będziemy mieli małego lub małą.
– A ty milczałaś?
– Czekałam, żeby powiedzieć to tutaj …