Niedawno moja córka zebrała nas przy świątecznym stole : chciała nam przekazać dobrą wiadomość, a nawet dwie. W mieszkaniu jest nas pięcioro: ja, mój mąż, córka, zięć i wnuk. Mamy trzypokojowe mieszkanie, ale mieszkanie z dwiema rodzinami okazało się nie do zniesienia. Młodzi zaręczyli się, gdy moja córka była w ósmym miesiącu ciąży. Zrobili szybkie wesele i od razu się do nas wprowadzili.
Powiedzieliśmy im wtedy, że najlepszym rozwiązaniem będzie oszczędzanie na mieszkanie – na wkład do kredytu hipotecznego. Ale najwyraźniej nikt nas nie słuchał. Siedzieliśmy przy stole, uśmiech mojej córki się rozszerzał. Przez chwilę wydawało się nawet, że wreszcie coś zrozumielii:
-Mamo, tato, jestem w ciąży. I tak, kupiliśmy samochód. Ale musieliśmy wziąć kredyt.
Nie wiedziałam, jak zareagować. Płakać czy cieszyć się? Wszystkie nasze napomnienia, żeby oszczędzali, poszły na marne.
Żadne z nich nie miało prawa jazdy. Wiesz dlaczego zdecydowali się na zakup samochodu? Bo jakiś idiota w pracy powiedział, że mogą nie dostać kredytu hipotecznego bez historii kredytowej. Mój mąż i ja jesteśmy wściekli. Chodzi mi o to, że oni chyba nigdy się nie zmienią. Zięć już jest głupkiem i sprawia, że moja córka jest taka sama.
Oni są obrażeni, że nie byliśmy szczęśliwi. Żyjemy jak w pudełku; jest bardzo ciasno.
Urodziło im się drugie dziecko. Mąż rano odbył rozmowę z zięciem i wyrzucił go z domu. Przecież on przez te pięć lat nic w życiu nie osiągnął. I nie osiągnie.